wiosna z chorobami… i z chorobami… i znowu…

Zaczęło się w kwietniu moją chorobą. W maju Tata zapadł na zapalenie oskrzeli/lekkie zapalenie płuc. Co to oznacza w jego wieku nikomu nie trzeba mówić. 7 dni supermocnego antybiotyku. Na szczęście trafiony i po tych 7 dniach można było zacząć starać się o wzmocnienie organizmu i pełny powrót do zdrowia. Od razu poprawił mu się nastrój, zwiększył apetyt i ogólnie zaczęło być lepiej. Ledwo się pozbierałam nastąpiło kolejne bum. P. zapadł na jakiegoś złośliwego wirusa żołądkowego. Masakra. Wysoka temperatura i kibelek zaliczany po każdym napiciu się czegokolwiek. Na zadziałanie leków trzeba poczekać. Na szczęście zaczyna się normować. Uff… Tak się martwiłam. Człowiek chyba bardziej się martwi chorobami ukochanych, bliskich osób, niż swoimi własnymi. Swoje są uciążliwe i niesympatyczne, ale boli tylko choroba tych na których nam zależy. Na szczęście choroby mijają. Zostawiają tylko wspomnienie niepokoju. Ta też musi minąć. A potem P. będzie nabierał sił!

Co ciekawe to zjawisko nie jest ograniczone tylko do mojej rodzinki. U Siostry podobny pomór. Łącznie z psem. U przyjaciółki też. Jakieś świństwa fruwają w powietrzu i atakują bez opamiętania. A wydawało się, że po tej śnieżnej i mroźnej zimie będzie mniej wirusów, bakterii i większych stworzeń. Ale mokra i chłodna wiosna chyba sprzyja rozwojowi tych, których zasadniczo nie potrzebujemy.

Także zdominowani przez fizyczność musimy zapomnieć o pochechłanej psychiczności. Może to jakaś zaleta?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: