Matrioszka była chora

Tym razem czysto fizycznie. Dla odmiany. Choć w pewnym momencie mieliśmy z Mężem podejrzenia, że to psychiczne. Na zasadzie „nikt mnie nie kocha”. Ale badania wykazały, że jednak nie. Bo bakterii sobie z mózgu nie wysłałam.

W pewien piątek poczułam ból i pieczenie przy oddawaniu moczu (cudnie to brzmi, jakbym go komuś w najlepszej wierze i z dobrodziejstwem inwentarza oddawała 😉 ). Po gorącej kąpieli minęło. W niedziele, po powyższym piątku, pojawił się ból w prawym boku. Dokuczliwy, bo obudził mnie w nocy, mimo kwetiapiny. W poniedziałek czułam się dziwnie. Raz zimno, raz gorąco. I słabo jakoś. Po pracy odwiedzali nas Chłopaki. Zrobiłam obiad, byłam na spacerze z psem, potem w Leclercu. Ale ciągle dziwacznie się czułam. Po powrocie do domu wsadziłam termometr pod pachę i przeżyłam szok. 39,7. P. chciał jechać na izbę przyjęć, bo wysokość mojej temperatury była cokolwiek szokująca. Wyprosiłam leki przeciwgorączkowe i zimne okłady. Wsiadł w samochód i pojechał po pyralginę w czopkach i najmocniejszy ibuprofen. Ok. 23 osiągnęłam sukces, temperatura spadła do 38. Nie pojechaliśmy do szpitala. W nocy co 4 godz. faszerowałam się na przemian: pyralginą i ibuprofenem. Rano 37. Co dziwne oprócz temperatury nie miałam już żadnych objawów. Kompletnie. Nic mnie nie bolało. A im wyższa była gorączka, tym ja byłam bardziej pobudzona. Gadałam, jak nie przymierzając maniak jakiś, tylko z chodzeniem miałam problem, bo kolebało mną dość mocno. Pod wieczór sama byłam gotowa wybrać się na izbę przyjęć. Gorączka mimo leków nie spadała poniżej 38. Leżałam poobwijana w mokre ręczniki i łykałam świństwa przeciwgorączkowe. W środę umówiłam się do lekarza w Damianie. Na wszelki wypadek nasikałam do pojemnika. Trafiłam na cudowną lekarkę. Osłuchała, opukała i wyraziła zdenerwowanie, że oprócz temperatury nie mam kompletnie innych objawów. Zleciła na szybko badanie białek w kierunku infekcji bakteryjnej.  Wynik przekraczał wszelkie normy. Czyli infekcja bakteryjna, problem stanowiło jej umiejscowienie. Można było podejrzewać pęcherz, ale ponieważ nie było już żadnych objawów, pewności nie było. Dostałam bardzo silny antybiotyk o szerokim spektrum działania, na 7 dni. Oddałam krew do badania i to co nasikałam. Wieczorem P. odebrał wyniki. W moczu bakterie, leukocyty i erytrocyty. Krew też wskazująca na infekcję. Łykałam grzecznie gigantyczne piguły. W niedzielę miałam pierwszy dzień bez temperatury. We wtorek skończyłam antybiotyk. Pomału się kuruję, pomału wracają siły. Zaczynam w miarę normalnie funkcjonować.

Czego się nauczyłam? Że powinnam do lekarza trafić najpóźniej we wtorek. I, to pani doktór mnie uświadomiła, że jeśli nie działa ibuprofen trzeba go zmienić na paracetamol. Bo infekcje reagują na różne specyfiki. I jeszcze tego, że czasem warto słuchać Męża. Zwłaszcza jeśli myśli wyłacznie o naszym dobrze, a my z temperaturą topnienia mózgu nie koniecznie jesteśmy partnerem do rozmów i podejmowania decyzji. I jeszcze tego, że należy uważać na żele intymne, bo jakoś mi się widzi, że to mogło być źródło bakterii (choć jest jeszcze kilku podejrzanych).

Reklamy

komentarze 2 to “Matrioszka była chora”

  1. UiS Says:

    W koncu sie odezwalas a mialem juz rozne mysli. Dzieki za kolejne slowa
    Pozdrawiam

  2. Lotte Says:

    „jest jeszcze kilku podejrzanych” to zabrzmiało letko dwuznacznie (a mąż o nich wie?) heh 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: