Archive for Luty 2010

Jestem…

Luty 12, 2010

Workiem pełnym emocji, które zawiązane na kokardkę wcale nie szukają ujścia na zewnątrz. Jak zombi. Wiem co mam zrobić, czego nie robić (choć z tym mam pewne problemy). Nie potrafię artykułować swoich pragnień, potrzeb. Nie potrafię mówić o problemach, o tym co boli. Zamroziło mnie. A może jestem pusta, może w środku nie ma już nic? Zniknęło zjedzone przez chorobę, leki? Została tylko skorupka, która któregoś dnia się rozsypie i nie będzie już nic. I nikt nawet nie zauważy, że pusta otulina zniknęła.

Tak jakbym nigdy nie istniała.

Reklamy

Po plecach „smyranie”, po emocjach głaskanie…

Luty 11, 2010

W pierwszych słowach dziękuje za wsparcie! Za słowa uznania, od których policzki mi się rumienią i jako ta pensjonarka spuszczam oczęta ze wzruszenia.

Zawsze chciałam pisać, nawet myśl o zarabianiu pisaniem przemknęła mi przez myśl. Ale myślałam raczej o fikcji. Dopiero ten blog dał mi jakiś wgląd w siebie, w swoje emocje. Dopiero tu zaczęłam się nieco obnażać. Choć nadal są obszary do których nie chcę się przyznać, których nie chcę zobaczyć. Wiem, że winę za nie ponosi choroba, ale to nie zmienia faktu, że były i że doprowadziły do skrzywdzenia zupełnie niewinnych osób. Wstyd, poczucie winy, chęć schowania się i powiedzenia: „to nie byłam ja”. Ale byłam. Na pewno fizycznie. Psychicznie – nie. Ale czy można zrzucić cała winę na siły wyższe, co to wprowadziły jakieś zawirowania w moim mózgu? Czy to jest usprawiedliwienie? Do tej pory nie wiem. Dlatego pewne, zbyt trudne tematy odkładam. Może na zawsze, a może na „kiedyś”. Wydaje mi się, że artykuł mógłby być dobrym miejscem do rozliczenia się z takimi sprawami. Trochę jak fikcja, trochę jak nie ja. Bo przecież nie muszę pisać o sobie. Przecież mogę pisać o kimś innym, o zupełnie innej CHAD-erce. Ja tylko dam jej głos, poprzez klepanie w klawiarurę.

Jestem poniżej kreski. Czuję się zmęczona. Czuję, że znowu zawodzę. Czuję, że nie spełniam oczekiwań. Czuje, że coś jest nie tak. Czuję, że dłużej tak nie chcę. Ale nie wiem co zrobić by to zmienić. Wziąć się w garść? Jak? Po co? Dlaczego? Dla kogo? Może warto dać się zamknąć. Zniknąć. Ktoś mi odebrał skórę. Każdy nerw mam na wierzchu. Wszystko rani i boli.

Wiem, trzeba łykać dropsy i czekać na poprawę. A ja czekam na wiosnę. Czekam razem z moimi roślinami, które marnieją spragnione ciepłego światła. Chcę, żeby kwitły, żeby we mnie też coś zakwitło. Żeby światło dało mi radość. Zrozumienie samej siebie.

Za oknem sypie śnieg. Zima nie odpuszcza, a ja się zapadam w tych zaspach. Coraz głębiej, coraz trudniej wyleźć.