Archive for Listopad 2009

A jesień smutek niesie…

Listopad 24, 2009

Kiepsko śpię od jakiegoś czasu. Może to efekt zniknięcia kwetiapiny z mojego jadłospisu, a może tylko sezonowa depresja. Trittico działa chyba średnio. Choć z drugiej strony jestem na poziomie -2 i nie zaliczam zjazdu poniżej. Potrafię nadal się śmiać. Czyli nie ma tragedii. A dziś w nocy spałam już w miarę normalnie. Bez przebudzeń, no i zasnęłam w porze zaliczanej do przyzwoitych. Wada – nie było nocnego czytania 😉

Wczoraj przemknęła przez mój wieczór osoba, która ma dla mnie nowe znaczenie. Jakie? Jeszcze nie wiem. Szukam odpowiedzi. Znamy się od 20 lat, ale teraz jakby inaczej…

Czytam. Na dodatek ciągle jeszcze ze zrozumieniem. Kolejny dowód, że nie jest tragicznie. Pojawiło się kilka pozycji dotąd nie czytanych i teraz stoją w kolejce. Żeby nie było wątpliwości: żadne tam ambitne dzieła. Ambitne będę czytać, jeśli ziści się możliwość szkoleń, może nawet studiów podyplomowych. Finansowane przez UE, dzięki temu dostępne w sytuacji kryzysu finansów. Czekam na kilka odpowiedzi. Byłby to trochę powrót do wyuczonego zawodu.

A w rzeczywistości wirtualnej: burza, smutek, poczucie odtrącenia. Na szczęście nie z moim udziałem. Odczarować świat wirtualny 😀

Reklamy

Wspomnienia

Listopad 2, 2009

Oczywiście motorem były wizyty na grobach. W sobotę byliśmy u Mamy. Kwiaty, znicze. Młody niósł psunię na rękach. Jakaś kobieta wpadła z tekstem, że co to znaczy na cmentarz z psem? A ja i tak wolę z psem, niż z gromadą wrzeszczących i rozbiegających się „bachorków”. Potem spacer po lesie. Spokój i zamyślenie.

Przypomniało mi się jak urodził się Młody. Mama takiemu maluchowi czytała arcydzieła literatury rosyjskiej w oryginale. Dostojewski, Czechow… Ten rosyjski, jego łagodna melodia nadal gdzieś tam tkwi w Młodym. Mama dała mu miłość bezwarunkową. Niezależnie co zrobił, lub czego nie zrobił był zawsze najlepszy, najwspanialszy. Wyróżniała go spośród wnuków. Może dlatego, że był pierwszy i po dwóch własnych córkach, wreszcie facet. To nie znaczy, że pozostałych wnucząt Mama nie kochała, ale kochała inaczej. Widać to choćby w tym, że Młody zawsze była emocjonalnie bardzo związany z Dziadkami.

Cmentarz w Antoninowie nie jest jeszcze bardzo przepełniony. Choć w tym roku już wyraźnie było widać większą ilość samochodów i ludzi, niż w zeszłym roku. A i grobów wyraźnie przybyło. Ale jest tam póki co spokój. Wielkie znaczenie ma też otaczający go las.

Potem pojechaliśmy do nas. Obiad, kawa, ciasto. Było jakoś spokojniej i bardziej refleksyjnie. Coraz mocniej widać tęsknotę Taty za Mamą. Trochę napawa mnie to lękiem.

Nie wierzę w jakieś życie pozagrobowe. W niebo, piekło czy inne formy spędzania czasu po śmierci. Śmierć jest pełna i nieodwracalna. To koniec naszej bytności. Robimy miejsce na ziemi następnym. A jednak czasem mam wrażenie, że czuję obecność Mamy, że nadal jest gdzieś w pobliżu. Że czuwa. Wiem, że to wytwory mojego umysłu… ale lubię to uczucie.

A ja? Czekam na czerwiec, żeby znowu jeść truskawki!