Być kobietą

Jakoś miałam natchnienie do poczytania różnych wpisów. I odnoszę nieodparte wrażenie, że kobietę w tym kraju definiuje się poprzez posiadanie dzieci. A przynajmniej pragnienie ich posiadania. Czy naprawdę jest to cel naszej egzystencji? Rozumiem, że są kobiety, które pragną mieć duże rodziny. Ale nie może to być jedyny warunek bycia osobą wartościową. Mężczyzn oceniamy poprzez osiągnięte sukcesy zawodowe, nie przez pragnienie bycia ojcem. Im łatwiej się wybacza singlostwo, lub też brak potrzeb rodzicielstwa. Jestem, na szczęście już w takim wieku, że nawet już nie spotykam się z pytaniami, kiedy drugie dziecko. A mi nadal zostało, że nikt nie powinien być definiowany przez dzieci i przez skalę poświęcenia dla nich. Kobieta-męczennica jakoś nie jest w moim guście. I mam nadzieję, że takie podejście będzie narastać w miarę wchodzenia kobiet w głab świata biznesu i polityki. Nie jestem jednak zwolenniczką siłowego równouprawnienia. Co to znaczy 50/50? Płeć zwana słabszą powinna zmierzać ku sukcesom ze względu na umiejętności i wiedzę, a nie dlatego że ktoś ustalił procentowe normy. Może nie dziś, ale któreś pokolenie zacznie tak funkcjonować.

A generalnie to jestem dziś upierdliwa i marudna.

Reklamy

komentarze 3 to “Być kobietą”

  1. marsjanka Says:

    No właśnie widzę, że bojowo – po uderzeniu w stół odpowiem zatem odgłosem tępych nożyc. Nieważne, czy to mój, czy inny wpis Cię tak podkręcił, ale faktycznie chyba napisałam o trójce swoich dzieci w taki sposób, że może można było się wzburzyć. Ponieważ niefajnie jest w ogóle kogokolwiek definiować, a już na pewno nie wolno poprzez określenia mocno uogólniające (no bo kto to właściwie jest: „kobiety w tym kraju”?), więc spieszę z wyjaśnieniami. Żyłam dotychczas w głębokim przekonaniu, że mówią o mnie moje decyzje i działania oraz ich przyczyny. Nie wspominałam o atrakcjach, których doświadczałam lub/i dostarczałam sobie do niedawna na okrągło i ambiwalentnie – dwie kadencje we władzach samorządowych, równocześnie praca etatowa z jednej strony, podróże, namiętne surfowanie na desce, rower, narty, tenis, imprezy najróżniejsze, przyjaciele, znajomi, książki, kina, teatry z drugiej. W tym momencie dziejowym, kiedy tkwię już sama na placu boju, nic nie jest jednak warte uwagi aż tak, jak najbliższa rodzina, dlatego może aż tak beznadziejnie wypadł tamten mój opis siebie. A dziś mam 52. urodziny. Pozdrawiam z wyżyn ww.wieku, Mar

  2. matrioszka Says:

    W najmniejszym stopniu nie dotyczyło to Ciebie. Daleka jestem od uogólnień, choć dziś już ze 3 x zdarzyło mi się użyć słów, których nienawidzę: zawsze i nigdy. Przepraszam jeśli odebrałaś to osobiście. Zresztą pisałam o tym, że podziwiam osoby decydujące się na większą liczbę dzieci. Nie lubię tylko gdy kobietę definiuje się przez jej macierzyństwo. Jeśli chodzi o Ciebie jestem pewna, że dzieci nie stanowią Twojej racji bytu na tym padole. Kochasz je, jednak nie będziesz „martwa”, gdy wyfruną z domu. Bo masz swój świat! I o to mi chodzi.

    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! To musisz być ten sam rocznik co moja siostra;)

  3. marsjanka Says:

    Jestem 1957, tak jak Siostra pewno. Matrioszka, tak mam, że wszystko odbieram osobiście, od urodzenia:) Brat, młodszy, zarzucał mi nadwrażliwość, bo się miotałam przy jego byle jak rzuconej nieżyczliwej wzmiance, nad zlewozmywakiem przy myciu naczyń. Przy wykonywaniu czynności składających się na martyrologię polskiej kobiety, byłam (zawsze) szczególnie drażliwa i płaczliwa, brat mawiał, że jestem przewrażliwiona. I to brzmiało jak zarzut, to określenie. Zawsze.
    Oczywiście, że wszyscy (kto?) uogólniamy. Bardzo często nienawidzę, uwielbiam, zawsze święcie przekonana, ze nigdy, nigdy więcej… Piszesz, że podziwiasz osoby decydujące się na większą liczbę dzieci… Otóż, żeby było jasne, ze mną było właściwie odwrotnie – nie decydowałam się (nigdy) na dzieci, ale jak w średniowieczu – okazywało się, więc kochałam każde po kolei od początku, i tyle. Na pewno były kochane, najważniejsze, ale też determinują wszystko niekoniecznie po myśli. Masz rację, nie będę martwa, gdy wyfruną z domu, mądrze mówisz, że mam swój świat, to prawda. Ale wiesz, wg mnie nie ma takiej zwykłej, małej, codziennej wolności bez prozaicznego egoizmu, a trudno być luźnym i lekkim wobec choroby lub niepowodzeń niewprawnie stojącego na ziemi dziecka. Choć może trzeba się tego jakoś naumieć. Bardzo Ci dziękuję za Twój blog, nawet nie wyobrażasz sobie, jak dużo dobrego zrobiłaś.
    Jak się boisz samodzielności, to popróbuj jeszcze powalczyć pod skrzydłami Firmy – może akurat wytrwacie i wyjdziecie na swoje jako całość? Trzymaj się dzielnie, rób swoje i tu, i tam, zawsze i wszędzie. I nigdy nie mów, że nigdy nie wolno powiedzieć nigdy… Końca nie ma, serdecznie życzę zleceń i mnóstwa klientów. mar

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: