Archive for Październik 2009

Pisać, pisać

Październik 15, 2009

Jakoś tak wiele słów mi się w głowie nazbierało. Mało kompatybilnych ze sobą nawzajem. To raczej misz-masz słowotwórczy. I jeszcze tak w nadmiarze wesołości. Pewnie za jakieś parę godzin minie mi, ale póki co trwa. Myślowo też bliżej mi do superexpressu niż do pociągu podmiejskiego. Ciekawe jaki sposób na pacyfikację zaleci w sobotę dr K. Tzn. K obecna, a nie dr K. ewentualnie przyszła. Takie mają podobne nazwiska. Siedzę w robocie i biegam za moimi myślami. Ciało na szczęście spokojne, bo jakbym jeszcze musiała biegać realnie, a nie mentalnie to bym była bardzo zmęczona.

Za oknem kruki zjadają coś dziwnego leżącego na ulicy. Raczej nie zwłoki, choć wygląda na coś mięsnego. Smacznego, chłopaki.

Dziś trzeba uświadomić szefa, że nie interesuje mnie wyjazd do Poznania na event w celu pilnowania płaszczy. Pewnie jeszcze trochę śmiesznych zadań. Bo ci którzy zostali wytypowani wcześniej będą mieć inne, ustalone zadania. Jedyna pozostała funkcja to pilnowacz. Nie ochroniarz, ale właśnie pilnowacz elementów garderoby tych, którzy będą oddawac się rozkoszom biesiady. Nie żeby taka funkcja uwłaczała mojej kierowniczej duszy, ale nie chce mi się. Sytuacja jest jaka jest, a ja nie mam już zamiaru się poświęcać. Nie tu. No i nawet się nie poje i nie popije, bo porcje są ściśle wyliczone. Wyłacznie dla zaproszonych, dla obsługi nic.

Jutro mam obiad rodzinny. Nie to, żebym miała zamiar podejmować jakikolwiek wysiłek kulinarny. W ulubionym sklepie zamówiłam gotowe produkty. Prawie full obsługa. Prawie, bo muszę jednak podjąć wysiłek odgrzania. Pewnie dam radę. Cudowne jest istnienie miejsc, gdzie leniwe panie domu mogą, bez zbędnych stresów, zaopatrzyć się tak, by przybyli na konsumpcję czuli się ugoszczeni po królewsku 😀

Zaczynam pisać zdania wielokrotnie złożone. Powoduje to rozmywanie się sensu, po każdym następującym po sobie słowie. A co mi tam.

Kurcze, dopiero czwartek. Może pani K. da mi zwolnienie. Ale jaki jest cel brania zwolnienia (płatnego 80% pensji), w przypadku posiadania 30 dni urlopu? W związku z sytuacją nie liczę na otrzymanie ekwiwalentu za urlop. Myślę sobie, że nie głupio by było zaliczyć urlop w najbliższym tygodniu. Zwłaszcza, że w domu czuję się o wiele lepiej.

A teraz zjem śliwkę o niezwykłej nazwie prezydent. Mam nadzieję, że chodzi o jakiegoś zupełnie innego prezydenta niż nasz obecny. Bo mogłaby mi w gardle stanąć. Na sztorc (czy śliwka ma jakiś sztorc?). Obecny przywódca narodu nie mieści się w moich upodobaniach politycznych. W zasadzie to teraz nie wiem, kto się w nich mieści.

Reklamy

Czy warto konsultować diagnozę?

Październik 12, 2009

Diagnozę dostałam z pierwszego kopa. Trafiłam do lekarki na maniakalnym haju i dostałam zestaw do pacyfikacji. Była też sugestia szpitala, ale oddalona po kuracji prowadzonej pod rodzinnym nadzorem. Zaczynałam od depakiny, potem były różne inne zestawy. Niektóre prowadziły do remisji, inne nie. Cenię moją lekarkę za to, że mnie słucha. Nie forsuje swojego zdania, jako jedynego słusznego. Wysłuchuje mnie przez pełne 40 minut. Ale… może za bardzo ma do mnie pozytywny stosunek. Niby wychodzę od niej podbudowana psychicznie, ale z drugiej strony mam wrażenie, że mnie przecenia. Że nie widzi mnie prawdziwej: niedoskonałej, wrednej, z brakiem podstawowych umiejętności interpersonalnych, z zachowaniami destrukcyjnymi. Mam po wizytach u niej świadomość choroby, ale czuję się traktowana jakby ona leczyła zupełnie inną osobę, nie do końca mnie. Kończą mi się leki, więc tak czy inaczej umówiłam się na wizytę. Trzeba kontynuować coś, co się zaczęło.

Jednak dostałam namiary na jedną z lepszych polskich specjalistów od CHAD-u. Bez przekonania napisałam maila. Dziś odebrałam odpowiedź (zdziwiona). Podaje telefon i godziny, w których przyjmuje zapisy. Z jednej strony mam ochotę się zapisać, z drugiej obawy. Może jestem zdrowa, a może tak chora, że trzeba mnie zmknąć? Może wcale nie jestem CHAD-erką, a kimś zupełnie innym. Chciałabym i się boję. Dziewica cholerna 😀

Warto, czy nie warto? A może trzeba spróbować i wszystko stanie się jasne i jednobarwne? Było warto! Nie było warto!

Być kobietą

Październik 6, 2009

Jakoś miałam natchnienie do poczytania różnych wpisów. I odnoszę nieodparte wrażenie, że kobietę w tym kraju definiuje się poprzez posiadanie dzieci. A przynajmniej pragnienie ich posiadania. Czy naprawdę jest to cel naszej egzystencji? Rozumiem, że są kobiety, które pragną mieć duże rodziny. Ale nie może to być jedyny warunek bycia osobą wartościową. Mężczyzn oceniamy poprzez osiągnięte sukcesy zawodowe, nie przez pragnienie bycia ojcem. Im łatwiej się wybacza singlostwo, lub też brak potrzeb rodzicielstwa. Jestem, na szczęście już w takim wieku, że nawet już nie spotykam się z pytaniami, kiedy drugie dziecko. A mi nadal zostało, że nikt nie powinien być definiowany przez dzieci i przez skalę poświęcenia dla nich. Kobieta-męczennica jakoś nie jest w moim guście. I mam nadzieję, że takie podejście będzie narastać w miarę wchodzenia kobiet w głab świata biznesu i polityki. Nie jestem jednak zwolenniczką siłowego równouprawnienia. Co to znaczy 50/50? Płeć zwana słabszą powinna zmierzać ku sukcesom ze względu na umiejętności i wiedzę, a nie dlatego że ktoś ustalił procentowe normy. Może nie dziś, ale któreś pokolenie zacznie tak funkcjonować.

A generalnie to jestem dziś upierdliwa i marudna.

zmiany w życiu

Październik 1, 2009

Wczoraj zapadła decyzja o wypowiedzeniach w firmie. Po latach pracy firma ograniczyła się do klientów z branży motoryzacyjnej. Motoryzacja najostrzej odczuła kryzys. Przjęcia przez inne firmy, zwolnienia, strach przed podejmowaniem decyzji finansowych. Od czego zaczyna się cięcia? Od reklamy, marketingu. I tak zostaliśmy odcięci. Już miesiąc bezpłatnych urlopów wiele zmienił w stosunkach pracowych. W senie finansowym pomógł tylko minimalnie. I tak październik zaczął się 3-miesięcznym wypowiedzeniem. Wiem, że jeśli w tym czasie coś zacznie się dziać będę tu pracować nadal. A może powinnam jednak zacząć samodzielnie? Ciągle budzi to we mnie strach. Zwłaszcza niesystematyczne dochody. A kredyty nie są niesystematyczne, są miesiąc w miesiąc. Nie ma przebacz.

Jakie samopoczucie? Dziwne: trochę otumaniona, trochę pobudzona, trochę agresywna, trochę smutna… a trochę przepełniona nadzieją, że teraz może być tylko lepiej.

Bipolar, jak nic 😀