„Istota choroby jest tak niejasna, jak istota życia” (Novalis)

Jestem ostatnio zafascynowana twórczością Novalisa. Nie czytam go od deski do deski, raczej delektuję się smaczkami zawartymi w każdym słowie. Krótkie życie, śmierć, jak u wielu romantyków, przyszła pod postacią gruźlicy. Kilka dzieł, wiele niedokończonych. Mało się dziś pamięta, że to prekursor romantyzmu, uważany nawet za jego twórcę. Czy ktoś przerabiał jego prozę w szkole na zajęciach z polskiego? Byłam w klasie humanistycznej i miałam go jedynie wspomnianego, po jego dzieła nigdy nie sięgaliśmy. Także odkrycie jest samodzielne 😉

W jego powieści „Henryk Ofterdingen” jest fragment, który oddaje chyba istotę choroby jaką jest CHAD.

„…Czucia wszystkie rosły w jego duszy do potęgi mu nieznanej, do wyżyn nietkniętych dotąd stopą. Przeżył niezmiernie barwne życie, zmarł i powstał znowu z martwych, miłował z ogromną namiętnością i oddzielała go od ukochanej wieczność czarna. Na koniec, gdy świtać poczęło, gdy poświata ranna padła na ziemię, uciszyło się w jego duszy, jaśniejsze i mniej migotliwe stały się obrazy…”

I tak to jest.

Mimo znaków na niebie i ziemi, liczyłam na dość spokojny weekend. No i obliczenia zawiodły na całej linii. Choć pozytywnie. Może mnie to wyrwie z marazmu towarzyskiego. W piątek impreza, w sobotę impreza, w niedzielę spotkanie. Będzie się działo. Liczę na zdarzenia wyłącznie pozytywne. Bo trzeba się pozbierać towarzysko.

W pracy nadal nitujemy 😉 Jeszcze tylko jakieś 4.000.

Reklamy

Komentarze 4 to “„Istota choroby jest tak niejasna, jak istota życia” (Novalis)”

  1. marsjanka Says:

    Kochana Autorko tego blogu, jesteś jak jakaś wymyślona przez (S?)twórcę bohaterka jego wielkiego dzieła – czy nadal w pracy nitujecie? Dziś dopiero zajrzałam, było u nas ostro i burzliwie – wprowadzono mojej lekoopornej Ani elektrowstrząsy (bo to 3 miesiące już, jak trwa najazd „czuć”; po czwartym zabiegu widzę, że ich migotliwość blednie, a Ania z wyżyn upadła zbiera się do powstania i wejścia na niziny…).;
    Myślę o Tobie i czekam na wpis poimprezowy, trochę mnie postraszyłaś depresją – wpisz coś bardziej oryginalnego, a mniej straszącego, czekam z nadzieją! Jak to się stało, że nie jestem pacjentką i nie byłam leczona w szpitalu? Mam wszystko, co niezbędne:). Serio – myślę, że w samą porę poczęłam rodzić potomostwo, 3 sztuki tych biedactw mnie chyba uchroniły, ale teraz, gdy jedno duże i samodzielne, drugie duże i półsamodzielne, a trzecie chore, półduże i niesamodzielne, choć duchowo jak najbardziej, to co ze mną będzie, nawet się nie boję, czekam

  2. matrioszka Says:

    Witaj 😉 Na szczęście nitowanie się skończyło, choć z drugiej strony niestety, bo znowu nie ma zbyt wiele do roboty. A z tym ciężko, bo mało pracy to mało kasy.
    Wspólczuję Ani lekoodporności, współczuję Tobie takich cierpień, jaki może dostarczyć tylko choroba dziecka. I nie ma zanczenia czy psychiczna, czy fizyczna.
    Wiem jak dobrze znaleźć się na nizinach… i źle bo na początku ciężko zrozumieć, że te mało intensywne kolory są lepsze niż tamte: mocne wyraziste i wciągające. I nie ma znaczenia, że ten przesyt barw w końcu powoduje ból, że z przesytu boli ciało i dusza. Patrzysz na siebie i widzisz szarego człowieka. Gdzie podziała się ta atrakcyjna, kreatywna, odważna dziewczyna? Jak trudno uwierzyć, że ludzie nie lubili i bali się tamtej. Ciężko pogodzić się z ciszą i spokojem, gdy dusza rwie się do drżenia na każdy obraz i dźwięk. Na początku jedynym co nas trzyma przy braniu leków jest strach przed depresją. A potem, w przyszłości, zaczynasz lubić równowagę, zaczynasz z dumą nosić plakietkę: remisja.
    Ja jestem daleka od depresji (tak mi się wydaje), choć jest we mnie jakieś rozedrganie, chwile siły i słabości. Ale powtarzam sobie, że każdy tak ma.
    Podziwiam, że potrafiłaś być matką dla takiej gromadki. Podziwiam, że potrafiłaś wychować i dać siłę. Ania też się usamodzielni, nauczy się żyć z CHAD-em. Zobacz na forum afektywnych jak sobie świetnie radzimy: prowadzimy własną działalność, uczymy się i innych, studiujemy, bronimy magisterki i doktoraty… żyjemy z piętnem choroby, ale żyjemy!

  3. marsjanka Says:

    Witam radośnie /przenośnie/ w lekkim spadku przejściowym, choć jest wieczór, zawsze lepszy o niebo od pozasennego otwarcia oczu o poranku. Poranek jesienny ciągnie mi się nieraz do obiadu, który muszę jakoś zorganizować, żerny student i nie gorsza w te klocki leciwa mama nie popuszczą. Nie mówię o trzech sukach, siedzą w rzędzie i patrzą z wielką nadzieją, prosto w oczy, bez ruchu, w szeregu karnym.
    Żeby zorganizować, muszę wyjść z kryjówki. Skądinąd – gdybym miała depresję, co stwierdza pani dr od Ani, to chyba nie miałabym ochoty na jedzenie, pichcenie, nie mogłabym się ruszyć do mycia? A jakoś na siłę się przecież zbieram, mimo aury ‚nie dla mnie’.
    Aura dla mnie to woda i słońce, z perspektywą całego sezonu, a najlepiej całego czasu aż do śmierci. Tylko skąd kasa na takie marzenie? Marzę do poduszki, nieraz się przyśni i następnej nocy spodziewam się dalszego odcinka, a tu najczęściej dupa, całkiem inne klimaty. Ale to chyba wszyscy tak mają huśtawkowo depresyjni?
    Dziękuję za list, od razu zapytam, żeby nie umknęło – czyli, że z czasem CHAD daje się swojej osobistej jednostce ludzkiej obłaskawić? Nadzieja na usamodzielnienie się Ani przyszła wraz z wejściem na Twój blog, z diagnozą córki dostałam zalecenie, by jak najszybciej pogodzić się z tym faktem, że dziecko jest i będzie chore, z remisjami i nawrotami i konieczną ciągłą dyskretną obserwacją z naszej strony. Nie było mowy, że się kiedyś usamodzielni, no bo nie jest wiadome. Ale jest nadzieja, już wierzę, że da się fajnie jeszcze pożyć przy tej chorobie (zaburzenie – ostatnio wołają), dzięki temu, że ktoś taki, jak Ty, lubi coś istotnego napisać dla siebie i o sobie. Przy okazji, bo nie o to chodzi, żeby nieść z mozołem kaganek oświaty dla odległej idei, wniesiemy i tak najwięcej, jak wniesiemy bezpośrednio na własnych barkach i z własnego powodu, mając z tego małą nieszkodliwą przyjemność. Certolę się, podkradam lub walczę z materią języka, lubię dobierać słowa, żeby nazwać to, co chcę, zupełnie jak wieszcz. A z drugiej strony, jak słowo już jest dobrane, to pozwala lepiej rozumieć. A najbardziej chcę rozumieć. Forum afektywnych do sejmu! Matrioszka na Prezydenta! :)Wężykiem:)

  4. matrioszka Says:

    Dziś tylko króciutko, atmosfera w pracy ciężka.
    Ania będzie musiała pogodzić się z chorobą (trudno mówić o akceptacji), zrozumieć emocje i to z czego wynikają. Musi wiedzieć, że nie na wszystko ma wpływ, ale jednocześnie nie wolno jej pozwolić na tłumaczenie wszystkiego chorobą. Musi zaakceptować sprawowaną nad nią kontrolę. I nie musi być to kontrola rodzicielska. Stała opieka psychiatry, do którego można się zwrócić dniem i nocą. Pogodzenie się z codzienną dawką dropsów. I musi działać, znaleźć swoje miejsce na ziemi i swoją pasję.
    Czy to trudne? Na początku tak. Ale nie pozwól jej chować się za chorobą!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: