Tak sobie myślę,

że strasznie zaniedbałam bloga. Jako że nastrój taki sobie to i wydaje mi się, że pisać nie ma o czym. No bo, tak na zdrowy rozum, o czym? Że pogoda straszna? To każdy widzi. Że nic mi się nie chce? To widzę ja… i nie tylko.

Dziś jest rocznica śmierci Mamy. O 13.57 orzeczono zgon. Po 40 min. reanimacji. Dupa! Była i nie ma. Czasem czuję, że jest blisko. Uśmiechnięta, tym pobłażliwym uśmiechem, wybaczająca nawet to czego pojąć nie umiała i czego zrozumieć nie potrafiła. A czasem, gdy chcę przywołać jej twarz, to jedyne co widzę, to Mama  wspierająca się na poręczy schodów i mówiąca, że nie może oddychać. Potem leżąca na zimnej podłodze klatki schodowej. Potem nakryta czarnym workiem. Jedno piętro od ukochanego domu. Przygotowanego na jej przybycie, przystosowanego do jej rehabilitacji.

Byliśmy wczoraj na cmentarzu. Prowadziłam Tatę pod rękę. Jest taki kruchutki.  Chciałabym mu dodać sił, wziąć jego smutek na siebie. Przeraża mnie mówieniem, że jest niedołężny, że koniec blisko. Nie pozwalam mu się wygadać na ten temat. Krzyczę, że to nieprawda, że jest mi potrzebny, że nie ma prawa mnie zostawić. Ale wiem, że „to” może się stać w każdej chwili. Nie potrafię się pogodzić z tą myślą. Nie chcę się z nią pogodzić.

Na obiedzie była siostra z dziećmi. Było miło. Tata czasem się uśmiechał.

Kupiłam żółte słoneczniki na grób. Wczoraj była ładna pogoda i błyszczały na tle ciepłego kamienia. Podlałam kwiaty, zapaliliśmy znicze. To nie tak miało być. Nigdy nie jest tak, jak się tego pragnie. Czasem osiągamy cel i jesteśmy szczęśliwi. Czasem odnosimy nasze zwycięstwa. Czasem jest dobrze i bezpiecznie. Trzeba umieć to docenić, trzeba kochać świat, a on odwdzięczy się dobrem. Wierzyć. To nie takie proste.

Reklamy

Komentarze 2 to “Tak sobie myślę,”

  1. ann Says:

    cmok… czytam i płaczę. kocham Matrioszka

  2. marsjanka Says:

    Dziękuję za ten blog. Pierwszy raz tu jestem, przypadkowo znalazłam znakomite wpisy, mądre, prawdziwe, napisane z ikrą i poczuciem humoru, dające nadzieję i inspirację do … pracy nad sobą. Gratuluję Autorce tej pracy, widoczny jest jej ogrom, jak się wie, co to jest choroba, jak się widzi, co się dzieje z najbliższą osobą, jak ciężko jest z nią wytrzymać, a wytrzymuje się, mimo wszystko I kocha się nadal. Wiele miłości i dobra jest w każdym z nas, rozumu także nie braknie, gdy się opanuje cholerne automaty chorych emocji i nerwy. No i gdy ktoś jest obok, kto ma zdrowie i potrafi unieść wszystkie te ciężary z uśmiechem na ustach. Sama mam problemy ze sobą nie od dziś, zaczęłam odczuwać swoją inność już jako panienka, ale ponieważ musiałam radzić sobie sama, to radziłam sobie sama… Dzisiaj szukałam w sieci czegoś więcej niż w encyklopedii o CHAD, którą stwierdzono u mojej córki, tegorocznej maturzystki. Od 26 czerwca siedzi w klinice, psychoza sobie trwa, mimo dawek końskich już chyba. Dostała się na studia, czy zdąży wyjść na prostą? Co dalej? Półtora roku temu, 22 stycznia 2008 ok. 18.30 wróciłam z dziećmi do domu pod miastem, mąż leżał koło łóżka. Nie żył. Nie żył od dwu godzin. Cały czas mi się wydaje, że wyjechał, na grobie byłam wszystkiego ze 3 razy. Jak kogoś nie ma, ale gdzieś sobie jest, na pewno w końcu wróci, każde odwiedziny grobu są jak jakiś wstrząsający film przez sen.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: