Archive for Maj 2009

Taka mała frajda

Maj 22, 2009

W Warszawie (jak zawsze w maju) są targi książki w PKiN (kiedyś przed pałacem, ale teraz tam są kupieckie domy towarowe). Jadę! Właściwie służbowo, ale już się cieszę na zapach papieru, piękne oprawy i tę masę cudów do czytania. Już się ślinię na dotykanie tych cudownych egzemplarzy. I jestem niepocieszona, że muszę sobie zakazać zakupu. A to przez ekonomiczny zastój w firmie, co rzutuje na ekonomiczny zastój w moim portfelu. Jako firma będziemy reklamować się w celu nawiązania współpracy z wydawnictwami. Zobaczymy, jak nam pójdzie.

No i ogarnęła mnie nostalgia za dawnymi Dniami Książki. Wyprawa rodzinna. Jedyna szansa na zdobycie pozycji niedostępnych w księgarniach. Gigantyczne kolejki do Czytelnika, Naszej Księgarni. Tłumy fanów czekających na autograf ukochanego pisarza. I te całodzienne wędrówki od stoiska do stoiska, by wieczorem powrócić do domu z torbami pełnymi perełek litratury.

Teraz, niestety, targi są zdominowane przez komercję. Tyle, że wydawnictw więcej, wydawanych pozycji też. Brakuje tylko tej atmosfery polowania, zdobywania i odczuwalnej miłości do książek. Bo teraz wystarczy wejść do empiku, otworzyć stronę Merlina, żeby znaleźć to co pokażą na targach. Liczę jednak na nowości.

Reklamy

Po zwolnieniu

Maj 19, 2009

I tak minęły dwa tygodnie. Oczywiście za szybko. Tak to już jest z dniami wolnymi od codziennego kieratu. Pierwszy tydzień to ostra praca na ogródku. Sadzenie, pielenie, kopanie. Znakomity sposób na pozbycie się myśli i niezauważanie skutków ubocznych zwiększania dawek i wprowadzania nowych leków. W drugim tygodniu zrobiliśmy generalne sprzątanie w domu. Najwięcej czasu zajął salon. Skąd bierze się taka ilość papierów, dokumentów i różnych pierdół. Jak się zaczęło to tylko biegaliśmy z kolejnymi workami do śmietnika. Ale dzięki temu udało nam się chyba uszczęśliwić kloszardów. Pościel, ręczniki… Ktoś mądry powiedział, że jeśli są rzeczy, których się nie używało ponad 5 lat, to jedyną opcją jest ich wywalenie. I tak też się stało. Ale pokój wygląda teraz cudownie. Posiada zakątki tematyczne związane z naszymi podróżami. Za barkiem – czarna Afryka. Koleina ściana to Egipt starożytny, kawałek dalej Egipt współczesny, Meksyk, trochę Hiszpanii. I intrygująco mała reprezentacja Grecji. Cóż, ją chłoneliśmy całym ciałem i duszą. Nasza fascynacja nie wymaga wzmocnienia 😉 A na 2 najmniejszych ścianach: ikony oddziedziczone po moskiewskiej prababci; grafiki Salvadora D. Do tego sporo zdjęć się zmieściło: Taty z dzieciństwa, Mamy z młodość, zdjęcia Syna i chrześnicy. Zmieściły się wreszcie wszystkie obrazy olejne kupowane na rozmaitych bazarach w różnych miejscach świata. Do tego odpowiednie oświetlenie. Naprawdę nie mogę się napatrzeć!

A jak moje zaćpanie? Były dni, zwłaszcza po wejściu na pełną dawkę kwetiapiny, kiedy obudzenie się stanowiło gigantyczny problem. Mało myślenia, do czytania wyłacznie Dever i jakoś się udało wytrwać. Teraz już jakoś bez większych problemów.

Zbliża się Dzień Matki, pierwszy bez Mamy… Zamiast zanieść jej jakiś piękny kwiat w doniczce, którym mogła by się zachwycać, zawieziemy kwiaty na cmentarz. Ciągle nie mogę się z tym pogodzić, pozwolić jej odejść. I ciągle powracający obraz jej śmierci… To kiedyś minie… tak mówią.