Archive for Kwiecień 2009

?

Kwiecień 28, 2009

Trudno wierzyć w coś, co jest tak miłe jak remisja. Było jej coś około 4 miesięcy. Prawie beztroskich. Ale jednak jak ktoś ma zryte pod beretem, to musi wiedzieć, że „dobrze” jest ulotne. No i moje się ulotniło. Najpierw delikatnie. Bujneło tu i tam. A potem zrobiło sobie małą psychozę, która ujawniła się w kilkanaście dni później. I jak to psychoza, wyszykowała sobie urojenie, które nie mogło mieć nic wspólnego z rzeczywistością. I gdybym była normalna, to bym to wiedziała. Bo jak ktoś spłaca potężne długi, to nie ma kasy na lokaty. Ale tak realistycznie wyglądało. Jak to urojenie. Fajne było, ale później się zmyło. Trochę mnie przeraziło, gdy ściągnięta na ziemię zobaczyłam, że to znowu wytwór chorego czerepa a nie fakty.

No i finał jest taki, że zostałam przez doktorkę zmuszona do wzięcia 2 tygodniowego zwolnienia. I wprowadzam zmiany w leczeniu. Ponieważ nie wiadomo jak mózgownica zareaguje na nowinki lepiej żebym była w domu. Pewnie lepiej. Jak sobie przypomnę początki… Dwa razy więcej antypsychotyka, kolejny stabilizator i przeciwlękowe na podorędziu. Będę naćpana jak dzieci z dworca zoo.

A może nie, może 2 tygodnie zwolnienia okażą się cudownym urlopem poświęconym na miły odpoczynek na łonie natury?

Reklamy

Po świętach

Kwiecień 14, 2009

Generalnie było bardzo fajnie. W niedzielę trochę niestety pogoda nie dopisała. Miał być grill, siedzenie na świeżym powietrzu, łapanie wiosennego słońca. Grill był, robiony przez oddelegowana do marznięcia osobę. Reszta siedziała w domu oczekując na rezultat. W poniedziałek pogodowo trochę lepiej. Wizyta obiadowa u Siostry. Siostrzenica robiła za kierowcę i sprawdzała się świetnie. Tatuś będzie musiał się rzucić na benzynę 😉 Ale niestety nie może być za dobrze. Dieta poszła się świątecznie paść 😦 Jeszcze w sobotę było 2,5 kg do tyłu w stosunku do wagi wyjściowej. Dziś zostało tylko 1 kg mniej. Trzeba będzie zaostrzyć w najbliższych dniach. W czwartek ważenie i nie chciałabym zobaczyć wpisu, że trzeba bardziej uważać. Ale cóż. Na szczęście najbliższe święta z objadaniem się będą nieprędko. No i mam wrażenie, że pofolgowanie sobie z piciem piwa,miało również duży wpływ na wzrost wagi. Teraz ponownie odstawiam. Ewentualnie lampka czerwonego wina co jakiś czas.

Chciałabym żeby weekend był piękny. Pieliłabym grządki i myślała o niczym wystawiając cielsko do słońca!

Trudny przypadek

Kwiecień 7, 2009

To ja. We własnej osobie. Tak orzekła dr Monika. Nie bujało 4 miesiące, 4 cudowne miesiące remisji. Ale złe powróciło. Najpierw delikatnie, z biegiem dni coraz śmielej zaczęło mi znowu walić po czerepie. Górka, dołek a wszystko okraszone agresją i wqurwem. Kupa śmiechu i radości 😦 No i dostałam zalecenie skonsultowania siebie z prof. Szelenbergerem. Podobno dobry jest. Ale szukam sobie w internecie o w/w i jakoś skąpo informacji. Wydaje mi się specjalistą od snów a nie od CHAD-u. Ordynator oddziału na Nowowiejskiej. Ale to akurat jest chyba nie najlepsza rekomendacja. Umówię się, co prawda to za kasę. A w tym miesiącu zaliczyłam już ginekologa z cytologią jednowarstwową. Drogą. Ale w moim wieku zdrowie ważna rzecz, a wolę dmuchać na zimne. Chociaż mieć jasno w tych sferach, które można zbadać i pilnować cykliczności tych badań. Czeka mnie jeszcze przegląd pieprzy, ale to bezpłatne. Cóż, zobaczymy ile taki prof. bieże kasy i ile trwa wizyta. Bo jeśli 20 minut to szkoda moich pieniędzy i czasu. Najgorsze, że znowu będę musiała się przedzierać przez meandry moich dziejów. A tego w 20 minut nie da się streścić. Trzeba sprawdzić i dopiero będę się zapisywać. Ot, tak. Najwyżej profesor nie zarobi 🙂

Weekend minął fajnie (oprócz zestresowania na sobotniej wizycie). Wiosenne prace ogródkowe, inauguracja sezonu grillowego. A w poniedziałek mycie wszystkich okien, pozimowe sprzątanie balkonu. Nie wiedziałam, że mam tyle kości i mięśni! Gorąca kąpiel uratowała moje wymordowane ciało.

A dziś kolejny dzień diety. 1,5 kg do tyłu. Jeszcze tylko 14,5 i osiągnę wymarzoną wagę 😀 A dziś na obiad: cielęcina z orzechami i czosnkiem. Całkiem fajne 😉