Kiedy myśli, co myśli…

Mój Mąż ma bardzo odpowiedzialną pracę, wyczerpującą psychicznie. Co za tym idzie jego cały organizm dostaje do wiwatu. Kiedyś, w prehistorycznych czasach przed leczeniem, czułam złość, że on ma pracę zabierającą mu tyle czasu i energii. Byłam wściekła z poczucia, że się nie liczę, że jestem na drugim planie. Czułam się upokorzona i samotna. Co robiłam? Zapijałam wszystkie negatywne uczucia. Witałam go naburmuszona i śmierdząca piwem. Jak sobie przypomnę to mi się samej robi niedobrze 😦

Nadal ma taką pracę. Wymaga od niego pozostawania niekiedy długo w pracy. Nie piję, nie mam negatywnych emocji oprócz jednej. Czuję straszne poczucie winy, że ja o 17 jestem w domu. Mogę usiąść na kanapie i oglądać TV, czytać książkę. Nie zmniejsza tego odczucia, to że robię zakupy i czekam na niego z obiadem. Nie wiem, czy to że się przytulam, że angażuję się prawdziwie w to co mi opowiada jest wystarczającą nagrodą dla „wojownika powracającego do domu”. Czy robię wszystko co można by czuł się dobrze i wiedział, że czekam na niego? Nie piję w czasie jego nieobecności bo nie czuję takiej potrzeby. Tylko chciałabym wiedzieć… No cóż, najprościej jest zapytać. Prawda?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: