Archive for Styczeń 2009

Kiedy myśli, co myśli…

Styczeń 30, 2009

Mój Mąż ma bardzo odpowiedzialną pracę, wyczerpującą psychicznie. Co za tym idzie jego cały organizm dostaje do wiwatu. Kiedyś, w prehistorycznych czasach przed leczeniem, czułam złość, że on ma pracę zabierającą mu tyle czasu i energii. Byłam wściekła z poczucia, że się nie liczę, że jestem na drugim planie. Czułam się upokorzona i samotna. Co robiłam? Zapijałam wszystkie negatywne uczucia. Witałam go naburmuszona i śmierdząca piwem. Jak sobie przypomnę to mi się samej robi niedobrze 😦

Nadal ma taką pracę. Wymaga od niego pozostawania niekiedy długo w pracy. Nie piję, nie mam negatywnych emocji oprócz jednej. Czuję straszne poczucie winy, że ja o 17 jestem w domu. Mogę usiąść na kanapie i oglądać TV, czytać książkę. Nie zmniejsza tego odczucia, to że robię zakupy i czekam na niego z obiadem. Nie wiem, czy to że się przytulam, że angażuję się prawdziwie w to co mi opowiada jest wystarczającą nagrodą dla „wojownika powracającego do domu”. Czy robię wszystko co można by czuł się dobrze i wiedział, że czekam na niego? Nie piję w czasie jego nieobecności bo nie czuję takiej potrzeby. Tylko chciałabym wiedzieć… No cóż, najprościej jest zapytać. Prawda?

Reklamy

Dzień za dniem…

Styczeń 26, 2009

tak jakoś zwyczajnie, bez fajerwerków sobie płyną. Cudowne uczucie, patrzę sobie na ludzi i z radością myślę: jestem zwyczajna, jestem normalna 😉 No, z tą normalnością to może przegięłam, ale jest prawie dobrze. Zdarzają mi się wpadki: powielanie schematów myślowych, używanie mechanizmów obronnych, palnięcie słownej głupoty. Ale chyba coraz rzadziej. Natychmiast zostaję zobligowana do znalezienia przyczyny „powrotu do starego”. I jak człowiek tak wyartykuuje, to zaraz sam widzi jakie głupoty tworzy sobie w tym małym rozumku. Peszy mnie nadal konieczność poszperania w mózgownicy w poszukiwaniu uzasadnienia głupich zachowań, ale już nie wpędza w doła, nie powoduje zapadania się w sobie. Uczę się spoglądania na siebie z boku i oglądania swoich zachowań i emocji, jako ptak fruwający nad głową. Daje to coraz lepszy efekt. Tak mi się wydaje… A jak powiedziałam coś, szybciej niż myśl o tym co mówię dotarła do odpowiedniego obszaru myślowego, to dostałam kopa w kostkę i od razu zrozumiałam, że czas się zamknąć. Kiedyś dalej bym brnęła w taką głupią gadkę, ot tak. Bo co mi będzie ktoś uwagę zwracał? A teraz nie, zatrybiło, zazgrzytało i dotarło 🙂 .

Czyżby leki naprawdę coś robiły z tymi neuroprzekaźnikami, że jakoś inaczej płyną? Leki są dobre! Ot, co! Howgh!

Somoza

Styczeń 22, 2009

Nie ma jak autor, który pisze z tak doskonałą znajomością ludzkiej psychiki jak psychiatra. Powieści Somozy to fantastyczny styl, wyszukane intrygi i cudownie narysowane postacie. I chyba działają podprogowo 😉 Wchodzą w głowę, żyją na pograniczu rzeczywistości i fikcji. Spostrzeżenia, malowanie realiów, losy bohaterów to perełki w literaturze. Jest w tych opowieściach i ciemność  i groza i niewyjaśnialne.

Teraz pochłaniam „Trzynastą damę”.  I nie mogę się powstrzymać, muszę wrzucić tu trochę cytatów. Takich akurat dla pobabranych umysłów.

„Każdy symptom ma swoją przyczynę, swoje źródło. Nawet koszmary są potrzebne, żeby maszyna mogła funkcjonować. Wie pan, jak mawiał o nich mój kolega…? Gazy mózgu. Pierdnięcia umysłu, jednym słowem. I, proszę mi wybaczyć wulgarność, swego rodzaju niestrawione odpady.”

Za to, co się stało, nie ponosi pan żadnej winy, nawet jeśli pan w to nie wierzy. Oto demon, którego należy wypędzić w pierwszej kolejności: nie jesteśmy niczemu winni. Odeszły, Salomonie, to wszystko, co wiemy. Naszą powinnością jest pożegnać się z nimi i podążać dalej.”

„LASCIATE OGNI SPERANZA. To znaczy: „Żegnaj się z nadzieją”.”

„Jej właścicielka słyszała w swoim życiu wiele komplementów i widziała wiele spojrzeń spoczywających na niej, ale ani jedne, ani drugie nie sprawiały jej przyjemności, ponieważ nigdy nie odnosiły się do osoby czującej i myślącej w jej wnętrzu, tylko do doskonałych kształtów jej ciała”.

Chyba się nie powstrzymam i co jakiś czas coś tu przytoczę 😉

A każdy ma swój krzyż…

Styczeń 21, 2009

I niech go sobie dźwiga, mnie nic do tego. Po grzyba włacza mi się ton moralizatorski i potrzeba naprawiania świata?  A niech sobie ludziska żyją jak chcą. Ich cyrk i ich małpy. Fakt, że są w ludziach cechy charakteru, które mnie powalają i doprowadzają do szału. Ale to mój problem i powinnam, jak zaleca mój Mąż, walnąć się piąsteczką w głowę, a nie udawać jedyną mądrą. Chce sobie ktoś zmarnować życie? Całusek na drogę! Miłej zabawy. Tylko wydaje mi się, że jak ktoś jęczy to trzeba mu odpowiedzieć. Nie koniecznie głaszcząc po łbie mówiąc: jaki ty biedny miś jesteś. A tu gębę na kłódkę i co najwyżej poplotkować w temacie z kimś o zbliżonych poglądach. Bo ci do których pijemy, to albo wcale naszej opinii nie oczekują (bo nie wpisuje się w oczekiwany kanon), albo nie czytają ze zrozumieniem (bo po co, lepiej sobie coś założyć i tego się trzymać), albo… nie chce mi się myśleć o kolejnych albo.

Jedno w tym wszystkim jest istotne: jeśli porusza się pewne sprawy publicznie, trzeba się liczyć z tym, że na świecie jest kilka osób, które pogłaszczą po głowie i kilka, które walną po tej głowie. Oraz wiele takich co się uśmiechną z politowaniem i pomyślą jakąś mało miłą inwektywę. Życie to nie je bajka… A opcję reakcji narodu proszę wybrać wedle uznania.

Mnie nic do tego, zamykam gębę na kłódkę 😀

(oczywiście wyłącznie w tym temacie, nie będę się poza tym ograniczać)

Jestem tłustym wielorybem…

Styczeń 13, 2009

Wrrr… czy zawsze skutki uboczne, które dostaję musza być związane z obżeraniem się? A może mój strach przed tyciem, sam generuje takie efekty? Tyję jak świnia, jak tucznik do uboju 😉 Wiecznie jestem głodna, mam apetyt na słodycze, które jeszcze niedawno mnie brzydziły. Próbuję nad sobą zapanować, ograniczać. DUPA! Będę się niedługo turlać. Wszystkie ulubione ciuchy wyglądają na mnie jak noszone po młodszej siostrze. Buuuuu… RATUNKU!!!!

A poza tym, całkiem nieźle. Pracy dużo i oby tak dalej. Póki co, kryzys nie dotyka naszych klientów. I oby tak dalej.

I tak miło wrócić do cieplutkiego domu.

Zapaść w sen zimowy

Styczeń 7, 2009

To moje, w tej chwili, naczelne marzenie! Ciepła kołdra, miękka podusia… i Mąż, żeby się wtulić 😉 Co prawda słońce sobie świeci całkiem sympatycznie, ale wyjście na zewnątrz (ach, ten zgubny, choć przyjemny nałóg 🙂 ) gdzie wieje, a temperatura oscyluje w granicy -12 żadnej przyjemności nie dostarcza.

Wczoraj wieczorkiem napiliśmy się z P. pysznego grzańca. Cudownie uderzał do nosa, rozgrzewał.

No to czas popracować 😉

… a za oknem tylko mróz…

Styczeń 6, 2009

Pamiętam, że Mama uwielbiała taką pogodę. Urodzona i wychowana w Moskwie, każdy polski mróz kwitowała wzruszeniem ramion. Opowiadała jak to przy -40 latała w cienkich rajstopach (to się nazywało kaproniki) i jadała lody (a w Moskwie były przepyszne). Mnie zrobili na urlopie nad Morzem Czarnym. Skutek: marznę nawet przy lekko dodatnich temperaturach. Zakładam na siebie grube warstwy odzieży, ciepłe buty (dobrze, że w czasie wycieczki do Białegostoku kupiłam cieplutkie buty emu), pod spodnie rajstopy. Ciepła kurtka, szalik, czapka… a i tak jestem przemrożona. Siostra poczęła się jeszcze w trakcie pobytu Rodziców w Moskwie i też jest mrozoodporna, tak jak Mama. Jesteśmy przykładem, że miejsce poczęcia ma kolosalne znaczenie dla poczucia zimna 😉

(a teraz piję gorącą kawę i jem francuskie ciasteczko… znowu się zapasę zimowo [ta ocieplająca tkanka tłuszczowa], a z wiekiem coraz trudniej pozbyć się nadmiaru 😦 )

Chciałabym napisać powieść. Mam w głowie ukształtowane postacie bohaterów. mam pomysł na fabułę… ale… Po pierwsze: mój siermiężny sposób pisania. Brakuje mu lekkości, czegoś co powoduje, że się książkę po prostu pożera. Po drugie: brakuje mi cierpliwości i konsekwencji. Postacie żyją w mojej głowie, mają problemy, górki i dołki. Ale trzeba usiąść i spisać to co stoi przed oczami, trzeba nadążyć za myślami. Nie chodzi o to, że głowa wyprzedza ciało. To nie ma nic wspólnego z manią. Zwyczajnie życie bohaterów biegnie szybciej niż moje palce na klawiaturze.

Pracuję sobie. Mamy do zrobienia elegancką publikację dla klienta. Teksty w wordzie. Do łamania potrzebujemy txt, a tu jakiś debil zrobił pełne łamanie w wordzie. Po przerobieniu mam sieczkę! Czy oni się kiedyś nauczą, że potrzebujemy surowy tekst? No i jeszcze zdjęcia. Są u nich na niemieckim serwerze, nie można dostać ich na płycie, bo nie. Tak zdecydowali Niemcy, a dla naszych to jak święte słowa, niepodważalne. I ciągniemy je po sieci. Gigantyczne pliki. Bleee…

A słońce sobie świeci. I gdyby nie to, że na fajka muszę latać na dwór, pewnie by mi się nawet podobała ta pogoda 😉