Szewski poniedziałek

Nie lubię poniedziałków. Chyba większość to ma. Ale ten wczorajszy przekroczył wszystkie dopuszczalne granice. Gwoli ścisłości powinnam napisać, że zaczęło się w piątek, 15.50.  Telefon z drukarni, nie zgadza się wymiar publikacji. Wrrrr… w momencie kiedy powinnam się zastanawiać wyłącznie nad tym o której dojadę do domu, lub co ugotuję na obiad, zaczęła się polka. Co, dlaczego? Ok. 17 sprawę naprawiłyśmy. We dwie, z koleżanką. Najbardziej winny zapakował zabawki i udał się do domu… bo mieszka daleko. Zapomniałam, że wcześniej była ostra dyskusją z klientem, który zaakceptował kosztorys, po czym zarządał rabatu. Ludzie są rewelacyjni. A poniedziałek, czego by się nie dotknąć… pierdut i leży.  Nawet oponka w samochodzie nadziała się na gwoździa. Wyprawa do szpitala na Banacha, oczekiwanie w izbie przyjęć… o 24.00 odetchneliśmy z ulgą, że poniedziałek dobiegł końca.

A dziś oczywiście praca, ale (odpukać) dziś idzie normalnie.

Mam wolny czwartek i piątek, ale nie na sprzątanie, nie na zakupy. Na odrobinę luksusu 😉 Może Wam to opiszę, a może nie 😀

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: