Archive for Grudzień 2008

Szewski poniedziałek

Grudzień 16, 2008

Nie lubię poniedziałków. Chyba większość to ma. Ale ten wczorajszy przekroczył wszystkie dopuszczalne granice. Gwoli ścisłości powinnam napisać, że zaczęło się w piątek, 15.50.  Telefon z drukarni, nie zgadza się wymiar publikacji. Wrrrr… w momencie kiedy powinnam się zastanawiać wyłącznie nad tym o której dojadę do domu, lub co ugotuję na obiad, zaczęła się polka. Co, dlaczego? Ok. 17 sprawę naprawiłyśmy. We dwie, z koleżanką. Najbardziej winny zapakował zabawki i udał się do domu… bo mieszka daleko. Zapomniałam, że wcześniej była ostra dyskusją z klientem, który zaakceptował kosztorys, po czym zarządał rabatu. Ludzie są rewelacyjni. A poniedziałek, czego by się nie dotknąć… pierdut i leży.  Nawet oponka w samochodzie nadziała się na gwoździa. Wyprawa do szpitala na Banacha, oczekiwanie w izbie przyjęć… o 24.00 odetchneliśmy z ulgą, że poniedziałek dobiegł końca.

A dziś oczywiście praca, ale (odpukać) dziś idzie normalnie.

Mam wolny czwartek i piątek, ale nie na sprzątanie, nie na zakupy. Na odrobinę luksusu 😉 Może Wam to opiszę, a może nie 😀

Reklamy

Jezu, jak się cieszę z tych króciutkich wskrzeszeń… (L. Janerka)

Grudzień 12, 2008

Byłam wczoraj u świrologa. Poparła swym autorytetem moje podskórne wrażenie: mam remisję! Bałam się do tej pory wierzyć i cieszyć. Ze zdumieniem obserwowałam u siebie nieznane mi poczucie równowagi emocjonalnej. Oczywiście nie jestem cyborgiem i różne emocje się we mnie kłębią, ale są takie adekwatne do sytuacji: jestem radosna, kiedy należy być radosną; jestem smutna, gdy coś ma prawo wzbudzić smutek; wściekła, gdy sytuacja wymaga wściekłości 🙂 Wróciło jasne i konstruktywne myślenie. Jedno tylko szwankuje: pamięć. Zwłaszcza krótkoterminowa, choć z pewnymi wydarzeniami z przeszłości też mam problem. Przede wszystkim z tymi, które miały miejsce w manii. Cóż, pewnie to jakiś system obronny mózgu. Mam jednak szczery zamiar powrócić do emocjonalnych wiwisekcji. Powalczyć o zmianę niewłaściwych zachowań, powalczyć o zwyczajność! Korektorem i wspomagaczem znowu okrzyknęłam Męża 😉 Chwała mu za to, że chce! Mam nadzieję, że jak najszybciej poczuję się gotowa do rozpoczęcia mojej prywatnej krucjaty 🙂

Dziś piątek, prawie weekend (choć prawie robi wielką różnicę). Wszystko wskazuje na to, że Tata i Młody podjadą na konsumpcję obiadu. Myślałby ktoś, że tacy stęsknieni 😉

Weekend chyba będzie pracowity. Muszę zacząć porządki świąteczne. Posprzątać za barkiem, żeby można było przed nim ustawić choinkę i żeby nie znalazły się potrzebne rzeczy w miejscu, które stanie się niedostępne. Z Młodym zaplanowaliśmy ubieranie chojaka w przyszłą niedzielę. Jak patrzę na kalendarz to jestem w szoku, że już prawie koniec kolejnego roku. Znowu będę o rok starsza 😉 Ale to mnie akurat nie przeraża. Minął właśnie rok od diagnozy. Rok leczenia, dobierania leków, wzlotów i upadków. Mam nadzieję, że obecna stabilizacja będzie trwać wiecznie! I choć znajomość tematu mówi, że nie mogę odpuścić samokontroli, że muszę słuchać co inni mówią na temat moich zachowań, to wierzę, że najgorsze już poza mną. Tego sobie i moim bliskim życzę na ten rok  i wszystkie następujące po nim lata.

Trzeba brać się do pracy 🙂

Czekając na wizytę, nie na Godota

Grudzień 11, 2008

Dziś spotkanie z moją doktor. Po miesiącu zmiany leków. Po miesiącu brania Loquenu w tym 3 tygodnie po wejściu na dawkę 100. Pojawiły się problemy, które nie bardzo wiem czy łączyć z lekiem czy z wiekiem. Przekroczyłam normę trójglicerydów i walczę z zaparciami. W zasadzie bez wspomagaczy mogłabym pęknąć 😦

W sumie to cieszę się na dzisiejsze spotkanie medyczne. Być może w związku z unormowaniem (chyba) funkcji mózgu, może można by było zacząć pracę nad problemami. Przerobić wyuczone zachowania, które ani dobre ani mądre nie są. Zobaczymy.

Kot nadal pod kaloryferem. Apetyt ma ogromny. Może będzie ostra zima? Zrobiła się przylepa niebywała. Jak jesteśmy w domu, to zawsze układa się tak żeby przytulić się do któregoś z nas. Zdecydowanie bardziej odpowiada jej wtulanie się w P. Ja jestem bardziej od karmienia kota, sprzątania kuwety. Podział obowiązków.

Chyba pomału ustalamy sposób spędzenia Świąt. W Wigilię ok. 13.00 spotkamy się u nas (wolałabym u nas, choć propozycji jest kilka), usiadziemy w gronie rodzinnym naszego klanu: Tata i Młody, Siostra z Rodziną, no i my. Złożyłam już zamówienie w sklepie na produkty wigilijne i na drugi dzień Świąt, kiedy to znowu będziemy mieć gości (nasza rocznica ślubu). Wypróbowaliśmy już pierogi wigiline, makowiec. Pewnie jestem leniwa, ale odkąd w moim sklepiku są produkty domowej roboty (naprawdę pyszne) nie mam zamiaru robić takich rzeczy osobiście. Zresztą wszystkiego musiałabym się uczyć dopiero. Po Wigili u nas zawieziemy Tatę do domu, a my rozjedziemy się do Teściowych. W pierwszy dzień Świąt obiad u Siostry.

A poza tym? Niech spłyną wreszcie pieniądze od klientów. Święta coraz bliżej, a kasy coraz mniej. Dawać panowie, płacimy 🙂

A teraz do roboty!

Połowa tygodnia

Grudzień 10, 2008

Jak minie dzisiejszy dzień, to będzie już bliżej niż dalej weekendu. Wtorek spotkaniowo-biznesowy.

Ale wtorkowe popołudnie mi wszystko wynagrodziło. Obiad z Tatą i Młodym, który przeciągnął się do późnych godzin wieczornych. A potem… mmmm, ale to pozostanie moją słodką tajemnicą.

Kot nadal sypia w nocy pod kaloryferem. Zaczyna wyglądać jak Garfild, taki ma apetyt. A ja mam problemy z trawieniem. Puchnę jak balon, robię się gruba jak kot. Trójglicerydy mam ponad normę. To wina leku czy wieku? Jutro podpytam lekarkę. Nie życzę sobie być gruba! Nie będę zmieniać garderoby! I patrzeć na siebie coraz trudniej 😦 Zaczynam coraz bardziej doceniać Loquen. Spokojny sen, brak jazd w ciągu dnia, powrót do normalnego odczuwania bodźców seksualnych. Wada: trzeba sporo czasu na poranny rozruch, no i można po zażyciu usnąć w najmniej oczekiwanym momencie 😉

A dzisiejszy nastrój? Odezwał się we mnie prowokator. „Ja jestem pro, ja jestem pro… prowokator 😀

Znowu poniedziałek

Grudzień 8, 2008

Chyba najbardziej znienawidzony dzień tygodnia. A o tej porze roku szczególnie. Dzwoni budzik, otwieram oczy: ciemność, środek nocy. Upewniam się czy aby na pewno to właściwa godzina i czy aby budzik się nie pomylił i np. jest niedziela. Na wyświetlaczu: poniedziałek i godzina właściwa. Wciskam czekadełko… raz, drugi, trzeci. Za którymś razem nie da sie tego ciągnąć dalej. Jeszcze na chwilkę przytulenie się do Męża. Poczucie jego ciała rozgrzanego snem, zapach nocny… I niestety nie da się dalej odwlekać wstania. Wyczyszczenie kuwety kota (dziś spała wciśnięta pod kaloryfer), wstawić czajnik, umyć się. Spowrotem do kuchni. Gorąca kawa, śniadanie dla kota. Papieros i TVN24. Kot domagający się pieszczot. Ot, dzień jak codzień 😉

Kupiłam ostatnio nowe puszki dla kota (tzn. generalnie od dawna w sklepach, nowe dla naszego kota). Co na nich napisane? Łosoś jednostronnie (proszę o zwrócenie uwagi na: jednostronnie!, dwustronnie nie byłoby tym samym 🙂 ) opiekany ze szpinakiem! Właściciele psów jednak są mniej szurnięci. Ot, zwykła wołowina, kurczak itp. Kto jest targetem takich informacji w jedzonku dla kotów?

A poza tym? Jako człowiek normalny: -2, jako człowiek psychiczny: +1. W czwartek spotkanie z psychiatrą…