To moja droga z piekła do piekła… (Epitafium dla Wysockiego, J. Kaczmarski)

Z piekła długich, ostrych faz, do piekła szybkich zmian. Ten koszmar wykańcza mnie psychicznie, a nawet fizycznie. Osłabienie, bóle mięśni (nie grypowe ani zmęczeniowe). A jeszcze stan popieprzenia pracy jelit 😦 Przedwczorajszy sms do doktorki zaowocował jej telefonem wczoraj wieczorem. Smutnym głosem oświadczyła, że z Loqanem jedziemy w górę, nie tak stopniowo jak było planowane, ale w szykim tempie. Wypisuje mi receptę i zostawia ją w rejestracji. Dziś odbiorę, do apteki, żeby złożyć zamówienie (nie mają tego na stanie), jutro odbiór i z malutkich różowych tabletek przechodzimy na duże różowe pigułki. Jak ja czasem mam dość tego całego leczenia, choroby, siebie… Im więcej wiem, tym jestem głupsza. Mogę się tylko pocieszać na forum, że nie tylko ja tak mam. I że, jak wyczytałam, jest nas chorych ok. pół miliona w samej Polsce. Takich z mniejszymi i większymi zaburzeniami afektu. Czekam na upragnione stabilizujące działanie kwetiaminy. A jeszcze rok temu obie z lekarką miałyśmy nadzieję, że obejdę się bez neuroleptyku, bo tak ładnie zareagowałam na początki leczenia. Ale minęło mi 😦

Kurcze to już rok leczenia. Zmian leków, różnych efektów ubocznych, okresów stabilizacji i zmian faz. Rok liczenia na to, że wreszcie będzie normalnie. Nie jest. Ciągle wierzę, że będzie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: