Rośliny moje balkonowe

Doszłam do wniosku, że ciepłe pogodne dni odchodzą w zapomnienie, a nocą prędzej przyjdą przymrozki niż upały. Stąd pomysł, żeby zabrać kwiaty z balkonu. Porozsadzałam rośliny (ubabrałam się ziemią, paznokcie, mimo rękawiczek, wyglądały jak u chłopa od pługa oderwanego), wsadziłam je (tzn. rośliny, nie paznokcie 😉 ) do wanny, umyłam i porozstawiałam we wszystkich możliwych miejscach. Dżungla zawitała do domu. Czyściutka, błyszcząca. A bajzel na balkonie (resztki ziemi, kawałki roślin) pozostał tam gdzie się zrobił. Może deszcz go zmyje?

A w niedziele jesienne sprzątanie ogrodu. Obcinanie gałęzi, grabienie liści. Łapy mnie bolą do dziś. Ale takie fizyczne zmęczenie ma same zalety dla osoby, która generalnie pracuje tzw. umysłem siedząc na dupie. Taka możliwość nie myślenia jest cudowną alternatywą dla nadmiaru myślenia.

A poza tym? Spieprzyłam, kurwa, jak bardzo spieprzyłam 😦

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: