Archive for Październik 2008

Świat jest dwubiegunowy

Październik 31, 2008

Nie da się ukryć: północ-południe, wschód-zachód, obszary suche-obszary tropikalne, zimno-ciepło. Takie odkrywcze myśli naszły mnie w słoneczny piątkowy poranek. Świeci cudne słońce i mimo, ze na placu gdzie chodzimy zapalić ponuje wieczny cień (nie wiem jak ludzie mogą płacić niebagatelne kwoty za mieszkanie do którego promienie słoneczne nigdy nie dochodzą) to i tak widok bezchmurnego nieba daje dawkę optymizmu.

Jutro najsmutniejsze święta w roku. Pierwsze spędzane bez Mamy. Pierwsze kiedy kwiaty i znicze staną na jej grobie. Życie i śmierć.

Spotkamy się z Tatą i Młodym, z moją Siostrą i jej Rodzinką. Ale spotkamy się na cmentarzu. Radość-smutek.

Zaburzenia afektu. Depresja-mania.

Robienie rzeczy, który zrobić się nie chce. Mówienie tego, czego mówić nie należy. Głupota-mądrość.

Wszystko ma dwa bieguny. My też.

Reklamy

Zimno, ciemno i do domu daleko…

Październik 23, 2008

Może nie strasznie daleko, ale perspektywa spędzenia tylu godzin w robocie wydłuża tą odległość do niebotycznych rozmiarów. Zwłaszcza, że tylko kanapa i ciepły koc mi się marzą. No może jeszcze książka albo dobry film. Choć nie, na filmie bym pewnie dziś zasnęła 😉 Pogoda zrobiła się do bólu jesienna. Pochmurne niebo i deszcz padający ze stałą intensywnością od rana. Przez okno widzę co prawda pięknie czerwone liście sumaka, ale również skulonych ludzi przemykających chodnikiem. Obserwuję ciepłe ubrania w które są otuleni, zmagania z opornym w wietrze parasolem. A jeszcze wczoraj świeciło słońce i było całkiem ciepło. I w takiej chwili świat wydawał się jakby lepszy. Tyle kolorów, kasztany na ulicy lśniące głębokim brązem. A dziś? Świat wpadł w depresję i płacze nad sobą. Sęk w tym, żeby się nie dać przygnębieniu i jesiennemu smutkowi. Ciężko, może się da.

Jesień to taki czas wspomnieniowo-melancholijny. Myślę o tym co minęło, o tych co odeszli. Znów mocniej czuję brak Mamy. To ja namówiłam ją na ten szpital, na tego lekarza… miał być najlepszy. Wspominam wspólne wyjazdy, spacery i takie zwykłe, codzienne życie. Tata jest jakoś mocniej przygnębiony, chyba ma większe problemy z pamięcią. Przyjedzie w weekend, zjemy obiad, pogadamy. W sobotę (ma być całkiem ładna pogoda) pojedzie na cmentarz. Wspominam też dawniejsze czasy. Wakacje u Dziadków, kiedy zjeżdżały do nich wszystkie wnuczęta i pozostawały przez miesiąc. Babcia karmiła nas pajdami chleba maczanymi w wodzie i posypywanymi cukrem. Na obiad ziemniaki z okrasą. Potem mycie wieczorne w misce.

Dom Dziadków został sprzedany po ich śmierci. Nadal stoi. Unowocześniony, udoskonalony. Studnia z najlepszą wodą w okolicy została ogrodzona. Dziadek uważał, że każdy powinien mieć do niej dostęp.

Świat się bardzo zmienił. Przyjaciele z lat dziecięcych poznikali gdzieś w świecie, niektórzy spoczywają już w ziemi.

Starzeję się, robię się nostalgiczna. Przywilej wieku 😀

Rośliny moje balkonowe

Październik 20, 2008

Doszłam do wniosku, że ciepłe pogodne dni odchodzą w zapomnienie, a nocą prędzej przyjdą przymrozki niż upały. Stąd pomysł, żeby zabrać kwiaty z balkonu. Porozsadzałam rośliny (ubabrałam się ziemią, paznokcie, mimo rękawiczek, wyglądały jak u chłopa od pługa oderwanego), wsadziłam je (tzn. rośliny, nie paznokcie 😉 ) do wanny, umyłam i porozstawiałam we wszystkich możliwych miejscach. Dżungla zawitała do domu. Czyściutka, błyszcząca. A bajzel na balkonie (resztki ziemi, kawałki roślin) pozostał tam gdzie się zrobił. Może deszcz go zmyje?

A w niedziele jesienne sprzątanie ogrodu. Obcinanie gałęzi, grabienie liści. Łapy mnie bolą do dziś. Ale takie fizyczne zmęczenie ma same zalety dla osoby, która generalnie pracuje tzw. umysłem siedząc na dupie. Taka możliwość nie myślenia jest cudowną alternatywą dla nadmiaru myślenia.

A poza tym? Spieprzyłam, kurwa, jak bardzo spieprzyłam 😦

Poniedziałek:(

Październik 13, 2008

Czy weekend musi być taki krótki? Z zaplanowanych rzeczy, jakieś 50% pozostało niezrealizowane. Za mało czasu, albo ja jestem taka niezorganizowana 😦 W sobotę cmentarz i wyprawa do lasu, bo pogoda była ładna. A las wyrasta tuż obok cmentarza, choć to raczej cmentarz wyrósł obok lasu. Mąż wypatrzył nawet jednego prawdziwka, którego zabraliśmy łacznie ze ściółką do zasadzenia w ogrodzie w części zwanej lasem. Potem do nas na obiad. Tata, Młody i Panna. Oczywiście my również. Tatar na przystawkę, suvlaki na obiad i strudel z lodami na deser. Kilogram poszedł w oponkę. A w niedzielę trochę dosłonecznienia w ogrodzie. Uwaliłam się na ławce i wygrzewałam zwłoki przed zimą. Wieczorne prasowanie zostało odłożone na dzień dzisiejszy.

A dziś poniedziałek. Kto to widział, żeby w poniedziałek było tyle roboty. To jakieś nienormalne. Poniedziałek i piątek powinny być wolne od pracy. Ale na szczęście zbliża się 16 i zaraz czas do domciu.

Spojrzenie z boku

Październik 7, 2008

Wczoraj, tak się złożyło, że trafiliśmy na izbę przyjęć szpitala na Banacha. Ci co usiłowali dostać się do szpitala, wiedzą, że nie jest to ani proste ani szybkie. Po drugiej stronie, tam gdzie przebywają szczęśliwcy po badaniach czekający na wyniki oraz ci zakwalifikowani na oddział czekający na transport, przyszło nam spędzić ponad 2 godziny. W pewnym momencie przywieziono dziewczynę po próbie samobójczej. Duża dawka środków nasennych + alkohol. Dziewczyna młoda i ładna. Przyjechał z nią mąż, też bardzo młody. Co mogło ją skłonić? Patrzyłam na jej spokojną twarz, ona po prostu spała. Niestety zbyt mocno. Płukanie żołądka, potem oiom neurologiczny.

Nie wiem co było dalej. Ale oczywiście zaczęłam się zastanawiać, czy miała depresję, a może jest bipolarna (w końcu to wśród nas jest największy odsetek samobójców), a może przerosło ją życie.

Z tego co zrozumiałam znaleźli ją przyjaciele.  Przyjechali razem z jej mężem. Wyglądali jak pracownicy dużej korporacji. Może to właśnie pęd do kariery, przeskakiwanie szczebli, podgryzanie słabszych, pragnienie władzy stały się przyczynkiem do mysli o zakończeniu życia. Może była wrażliwsza.

Niekiedy jestem nieszczęśliwa, że pracuję w małej firmie (awansowałam, tak że dalej jest już tylko właściciel; brak szkoleń; czasem problemy z płatnościmi), ale przez większość czasu cieszę się, że to nie wielka korporacja.

Myślę, że wybrała najłagodniejszą formę śmierci: przedłużony sen. Jednak nieudana próba owocuje smutnymi i nieprzyjemnymi konsekwencjami.

Trzymam kciuki za tę Dziewczynę, żeby to był ostatni ból który ją spotkał, żeby teraz świeciło słońce. Że życzenia są nierealne? Ale prosto z serca.