Marazm, żeby nie powiedzieć cwaniactwo

Tak mawiała zastępcza polonistka w klasie humanistycznej. Przybyła w IV klasie na szczęście na bardzo krótko. Ale faktycznie jakiś marazm zapanował. Obwiniam pogodę. Choć pewnie moim samopoczuciem wstrząsa również wiwisekcja psychologiczna, którą prowadzimy na mnie z Mężem. Z jednej strony rozwala mnie na maxa, z drugiej pozwala się pozbierać. Ot, takie schzofreniczne emocje. Dobre – złe. Na szczęście, generalnie, czuję, że jestem w remisji. Oznacza to w miarę stabilne przepływy w mózgu. A to bez wątpienia ułatwia pracę nad sobą. Ale i tak emocje są wielkie i poczucie, że rozpadam się na malutkie kawałeczki. Mam nadzieję, że układając spowrotem puzzle ze swoich emocji robię to już w sposób prawidłowy. Liczę na kontrolę 🙂

A świat niestety stał się dość ponurym miejscem. Pogoda wywołuje smutek i melancholię, brak słońca pcha ku sezonowej depresji. Taki niefajny czas. Teraz tyle miesięcy krótkich, chłodnych dni. Byle dotrwać do wiosny, kolejny (43) raz przetelepać się przez jesień do spółki z zimą. To będzie moja druga zima w towarzystwie leków. Na szczęście przeszłością jest już etap ustawiania leków: skutki uboczne depakiny, maniakalny wzlot na citalu. Obecny koktail jakoś mi służy. Nie odczuwam dramatycznych skutków zażywania. Seronil jako antydepresant sprawdza się rewelacyjnie, lamo pilnuje remisji, a tranxane przegania lęki. Neuroprzekaźniki nie wariują. Ale i tak ta pora roku będzie dla mnie trudna, przez sam fakt występujących w niej zjawisk pogodowych. Dobrze, że jest perspektywa poprawy za… kilka miesięcy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: