Zimna jesień w lecie

Zrobiło się strasznie. Zimno. Nienawidzę jesieni, zimy i wczesnej wiosny. Chcę żeby było znowu ciepło! A jak nie może być ciepło to ja chcę iść spać i obudzić się, gdy słupek rtęci osiągnie poziom +20 z miłą perspektywą wyższej temperatury. Dni coraz krótsze, coraz trudniej oprzeć się przygnębiającej ciemności. Jestem zdecydowanie ciepłolubna. Jak sobie pomyślę ile rzeczy będę musiała na siebie włożyć by nie zamarznąć to mi się odechciewa wszystkiego 😦 W jesieni jest coś przygnębiającego, smutnego jak umieranie. Wiem, że za parę miesięcy świat się odrodzi, przyjdą słoneczne długie dni, ale cóż cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną.

Generalnie, mimo przygnębiającego wpływu pory roku, czuję się jakaś bardziej poukładana. Nie miota mnie w róznych kierunkach z prędkością światła. To nie oznacza, że jestem w idealnej równowadze. No takich cudów to nie ma. Ale nie wspinam się wysoko i nie spadam nisko. Takie: trochę do góry, trochę do dołu. To co mnie najbardziej cieszy, to ostra pacyfikacja lęków. Nawet nie myślałam, że można funkcjonować bez stałego towarzystwa strachu przed wszystkim i niczym.

Z perspektywy lat, dziecięce napady paniki wydają mi się bardziej naturalne niż te w wieku dojrzałym. Pamiętam, że panicznie bałam się siadać na kiblu w nocy, bo byłam przekonana, że coś mnie wciągnie. Budziłam się w nocy po koszmarnych snach (uciekanie, krew itp.), zabierałam swoją poduszkę i wędrowałam do pokoju Rodziców. Mama zabierała swoją i wędrowała do pokoju córek a ja zasypiałam przytulona do Taty. Trwało to długo, chyba przestałam przychodzić ok. 10-11 roku życia. Oczywiście strach przed ciemnością, otwartymi przestrzeniami i zamkniętymi pomieszczeniami, wysokością, chodzeniem po mostach… Było tego sporo. Ale kiedy następowało pobudzenie (czy dzieci wpadają w klasyczną manię?), nagle przestawałam się bać czegokolwiek. Drzewa, trzepaki, pędzenie na rowerze, pływanie w głębokiej wodzie… wiecznie poobtłukiwana.

W wieku dojrzałym lęki stały się całkowicie oderwane od rzeczywistości, abstrakcyjne. Nagłe ataki paniki, nie powiązane z fazami. Ściskanie w żoładku, zimny pot, drżenie rąk i jedna myśl ukryć się, zwinąć w kłębek zniknąć.

A teraz cisza (nie zapeszyć), cudowne uczucia bycia w rzeczywistości. Jesli lęk to reaktywny, może o zbyt dużym nasileniu, ale jednak w odpowiedzi na sytuację.  Zawsze wiedziałam, że nie ma jak medycyna konwencjonalna, ale teraz naprawdę wierzę, że magiczne pigułki moga coś poustawiać w mózgu. Pewnie nie do końca, ale jednak.

No to, cyk! Pigułeczka 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: