Dziwny jest ten świat

Wysłałam mojej Przyjaciółce z lat licealnych link do tego bloga. Ona wyjechała w obce kraje, może nie spektakularnie daleko, ale jednak. Korespondowałyśmy, czasem się spotkałyśmy. Chyba 2 lata temu przestałam pisać, przestałam podtrzymywać kontakt. Wpadałam w moją ostrą jazdę. Zrywałam kontakty. Zresztą A. była zawsze czymś na kształt mojego „wyrzutu sumienia”. Oczywiście w momentach gdy to sumienie miewałam. To co jej fundowałam przez czas szkoły nie jest w najmniejszym stopniu powodem do dumy.  Odpisała mi, cieszę się że nie odtrąciła z założenia. Miałaby powody, i ze względu na przeszłość szkolną i na przeszłość bliższą. Cieszę się z tego bardzo. Może teraz, odkąd wie, będzie jej łatwiej zrozumieć pewne moje zachowania. Właśnie zrozumieć a nie wybaczyć.

Czasem myślę sobie, że najgorsze w tej chorobie jest poczucie winy. Za piekło, które się serwuje najbliższym i dalszym, Rodzinie i Przyjaciołom. Doceniam wszystko co dla mnie robili i robią. Wiem jak ciężko trwać przy kimś kto nie panuje nad swoimi emocjami, czynami, życiem… Leki bez wątpienia prostują coś w mózgu, pozwalają na normalniejszy przepływ neuroprzekaźników, ale i tak trzeba się nauczyć funkcjonować bez mechanizmów obronnych, nauczyć się bycia partnerem a nie ciężarem. To niełatwe, zwłaszcza gdy ma się ponad czterdziestkę. Próbuję, staram się, tylko że to ciągle nie jest to czego byśmy chcieli. Ale cóż, jak mawia Beatrix, nie ma ludzi normalnych są tylko niezdiagnozowani 😉

W pracy narobiło się trochę zadym, w krótkim czasie powaliło się parę spraw. Dokuczliwe skutki tego to nie tylko finanse, ale także nadwyrężone zaufanie klientów. I o dziwo, tym razem nie czuję najmniejszej potrzeby brania całej winy na siebie (bo przecież to ja jestem nadzorcą i widać nie sprawdziłam się jako pilnowacz spraw), czym wzbudziłam niejakie zdziwienie. Osoba, która była odpowiedzialna za błąd została wysłana do szefa w celu zdania relacji. Owszem, potem zebrałam swoje od pryncypała, ale bez zapadania w chore emocje. Czysty racjonalizm. Fakt, że mój szef ma tendencję do wyciągania w takiej chwili mało miłych argumentów, których jedynym celem jest dowalenie. Patrzyłam i myślałam: „Cholera co on gada, o co mu chodzi?”.  I on chyba też zauważył, że jego plan nie do końca się tym razem sprawdza. Dziś mamy przeprowadzić debatę na temat: „Co zrobić, żeby nie spieprzyć czegoś kolejnego?”. Pożyjemy zobaczymy 🙂

Żebym jeszcze miała siłę i ochotę na podjęcie jakiś działań. Dobija mnie brak entuzjazmu i sił. Tylko, że tym razem wiem, że to wypływa z „fizis”  a nie psyche. Nie pociesza mnie to szczególnie, ale zawsze to jakaś odmiana.

Chciałabym sobie pójść na urlop (a mam go jeszcze 33 dni), pospać, posiedzieć w domu, zrobić wielkie sprzątanie, poskanować stare slajdy (by nie uległy całkowitemu zniszczeniu). Jeśli będzie mi znowu robił problemy, to zaczynam być na tyle zdesperowana by wybrać się na zwolnienie. Raczej od internisty, po co księgowość ma się zastanawiać skąd psychiatra na stęmpelku. Ale to też trzeba podjąć wysiłek: zadzwonić i umówić się na wizytę, pójść na nią…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: