Archive for Sierpień 2008

Ja saszła s uma… :) (poprawka naniesiona zgodnie z komentarzem:D)

Sierpień 21, 2008

Bardzo spodobał mi się ten tekst zasłyszany dziś w słuchawkach podczas podróży do pracy. Tekst pochodzi z piosenki Rammsteina wspólnej z Tatoo. Język rosyjski był mi niegdyś bardzo bliski z przyczyn rodzinnych. Moja Mama to rodowita Rosjanka z Moskwy. Tata przywiózł ją ze sobą budząc rozpacz rodziny. Bo jak ktoś z takiej porządnej rodziny może poślubić komunistkę z „bratniego” kraju. Mama wyczuwała tą niechętną akceptację. Babcia do końca akceptowała tak naprawdę tylko moją Siostrę (bardzo podobną fizycznie do rodziny Taty) a mnie traktowała jako zło konieczne, choć charakter to ja mam po Tatusiu i Dziadku 🙂 Ja miałam zawsze wewnętrzny opór przed przyznawaniem się do bycia w połowie Rosjanką i zawsze podczas pobytów w Moskwie starałam się jak najmniej mówić po rosyjsku. Uchodziłam za polską nacjonalistkę 😉 Dopiero wiele lat później zaakceptowałam ten fakt i nie mam już problemów z mówieniem o mojej mieszanej krwi.

Wielkim marzeniem Mamy było pojechać jeszcze raz do Moskwy. Nie była tam wiele lat i mimo że jej najbliżsi już nie żyją, chciała jeszcze raz zobaczyć swoje miasto. Podobno zmienione nie do poznania. Niestety nie udało się. Miała odbyć tę podróż kiedy już będzie miała zdrowe biodro i będzie mogła normalnie chodzić. Tyle niezrealizowanych planów, marzeń… Mama miała 77 lat, wiele przeżyła a jednak ciągle chciała coś jeszcze zobaczyć, zrobić. Mogliby teraz z Tatą zacząć podróżować wspólnie…

A ja nadal fizycznie do dupy 😦 Okazało się, że to jednak może być wina psychotropów, albo i nie. Leki, dieta: dużo zielonych warzyw, ciemnych owoców i czerwone wino. Póki co po 2 tygodniach jedzenia borówek i śliwek oraz picia czerwonego wytrawnego wina żelazo pomalutku spada. Badania za jakiś czas.  Czyli może jedna nie całkiem do d…, jednak troszkę jestem mniej zmęczona i niezdolna do ruchu. Zobaczymy za jakiś czas.

Reklamy

Odkrycie

Sierpień 19, 2008

Dziś, o poranku, dokonaliśmy z Mężem interesującego odkrycia. Doszliśmy do wniosku, z czego wynika róznica między młodością a starością. Z zapachu w sypialni! Kiedyś to były olejki do masażu erotycznego. A teraz maści z kamforą 🙂 Bo tak się nieprzyjemnie składa, że oboje nas połamało. Męża w okolicy barku, mnie gdzieś pomiędzy łopatką a kręgosłupem. Starość jest straszna <lol> I tak sobie dziś spędzimy pewnie upojny wieczór smarując obolałe miejsca.

Fajnie minął nam długi weekend. Trochę pospaliśmy, trochę pobyliśmy w ogrodzie i najważniejsze: wielkie sprzątanie. Fakt zajęło 2 dni, ale jak się zrobiło czyściutko i fajnie 😉

Na 3 dni przyjechały Dzieciaki. I chyba też, mimo mieszanej pogody, wyjechali zadowoleni.

Musimy coś zrobić na grobie. Mamy różne koncepcje zabudowy (nietypowej), które trzeba będzie omówić z kamieniarzami.  I trzeba się będzie pośpieszyć, bo po tych intensywnych deszczach część piachu spłynęła do środka. Dlatego osobiście mam koncepcję, żeby mnie nie tylko spalić, ale również rozsypać w różnych, ważnych dla mnie miejscach. I problem utrzymania grobu odpada i Rodzina się nie męczy latając by podlać kwiatki. A chciałabym być rozsypana w ciepłych krajach, więc kwiatków powinnam mieć dostatek:)

Czekając na długi weekend

Sierpień 13, 2008

Zbliża się przedłużony (bo długi to by był conajmniej 4 dniowy) weekend. W czwartek przyjeżdżają Dzieciaki + brat Panny. Tata postanowił przenieść się do nas, a Dzieckom zostawić mieszkanie. Od mniej więcej tygodnia robi zakupy i dzwoni z pytaniami co też oni by chcieli zjaść i co ma im kupić 😉 Kochany jest.

Pewnie jeden dzień spędzimy u Teściowej, ale jeden MUSZĘ! przeznaczyć na sprzątanie naszego domku. Już płakać mi się chce jak patrzę na ten syf. Naprawdę nie miałam kiedy, a jak miałam to nie miałam sił. Muszę mieć czas na to od rana do wieczora. A najlepiej jakbym była sama w domu i we własnym tempie posprzątała wszystko. Wiem, że jest to niepedagogiczne. Ale to taki nawyk, że jakoś wtedy idzie mi to sprawniej i szybciej. A może to tylko takie moje magiczne myślenie. Bo jakim cudem sprzątanie jednoosobowe może być szybsze od kilkuosobowego? Ale z drugiej strony…

Za 13 dni Tata z moją Siostrą i jej Rodzinką wyruszają na Kretę. Dla nich to będzie pierwsze spotkanie z moją ukochaną wyspą. Ciekawa jestem, czy im też się spodoba, czy będą równie mocno zaoroczeni. Niestety jako miejsce postojowe wybrali chyba najbrzydszą miejscowość na całej Krecie. Tak to jest jak się nie konsultuje z „bywalcami” 🙂 Ale to był wybór trochę jakby poza nimi. Jedzie też mój cioteczny brat i to on wszystko załatwiał. Na szczęście wypożyczają samochód, więc raczej nie będą siedzieć na miejscu, a to co warto zwiedzić to im podpowiemy. Szczęśliwa z lokalizacji może być tylko moja Siostrzenica: to miasto dyskotek i imprez. Taka kreteńska Ibiza. A my zostaniemy na miejscu z Dziadkowym kotem pod opieką.

Najgorsze, że na weekend zapowiadają deszcze. Ale może znowu się mylą. Choć to może sprzyjać sprzątaniu. Jednak szkoda by było marnować piękną pogodę na szorowanie wyposażenia 😉

… bez ducha…

Sierpień 12, 2008

Kurde! Ja chcę energii, ja chcę sił! Zdycham, ciągnę się dzień po dniu, wiecznie zmęczona. Mam dość! Kawa nie pomaga. Zobaczymy jakie będą wyniki za tydzień.  Właśnie fizjologicznie zmniejszam sobie ilość żelaza we krwi, więc może będzie ciut lepiej.

Mieliśmy cudowny weekend. W sobotę z Tatą pojechaliśmy pociągiem do Siostry na działkę. Dawno nie korzystałam z PKP, a tu szok! Nie wiedziałam, że są takie piękne pociągi. Na działce było super. Spacer po lesie, obiad. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się. A wieczorkiem przyjechał P. i wróciliśmy do domciu. A w niedzielę kolejna podróż pociągiem 🙂 Dzięki konieczności odebrania samochodu służbowego z Krakowa, spędziliśmy cudowny dzień w grodzie Kraka. Tak dawno tam nie byłam. Łziliśmy 4 godziny, nogi bolały ale nastroje dopisywały. Nie popsuła nawet tego dnia pobudka o 4.30. Grunt to dobra motywacja do porannego wstawania 😉 A potem w samochód i podróż do Warszawki z przerwą na obiad. Szkoda, że z przyczyn różnych nie możemy takich eskapad robić częściej.

A ja ciągle śpię…

Sierpień 6, 2008

Pogoda, moje własne ciśnienie, nadmiar żelaza we krwi wszystko to powoduje, że jestem stale zmęczona. Wstaję zmęczona, zmęczona telepię się przez dzień, wieczorem jeszcze bardziej zmęczona. Wczoraj usneliśmy z Mężem ok. 18 i z małą przerwą spaliśmy do rana (przerwa konieczna ze względu na przemieszczenie się z dużego pokoju do sypialni). Przemieszczenie odbyło się wyłącznie dlatego, że zadzwonił Syn i zmusił nas do chwilowego przebudzenia. Z tego wniosek, że zmęczenie jest zakaźne jak nie przymierzając dżuma jakaś.

Zrobiłam zapisane mi badania i udałam się do lekarza. Pan doktor oznajmił mi radośnie, że on nie bardzo rozumie moje wyniki. Zalecił powtórzenie za 2 tygodnie i wizytę u hematologa. Badania zrobię pewnie 18.08 a z hematologiem mam się spotkać 20.08. Może on będzie wiedział co z tym zrobić. A może za 2 tyg. moje wyniki okażą się książkowe i nie trzeba będzie nic robić. Najbardziej obawiam się konieczności zmiany leków. Te dobrze mnie stabilizują, chronią przed huśtawkami emocji. Zjazdy i wjazdy zdażają mi się rzadko, co pozwala w miarę spokojnie powalczyć o zmianę niewłaściwych zachowań, o normalizację reakcji, o umiejętność normalnego porozumiewania się z ludźmi. Staram się by moje interakcje z innymi nie były oparte na manipulacji i kłamstwie, by były wreszcie „czyste”, nawet jeśli będą wymagały okazania złych emocji.

Tę nieumiejętność radzenia sobie z negatywnymi emocjami zawdzięczam chyba mojej Mamie. W niej było tyle naiwnej dobroci, że zawsze, niezależnie od okoliczności, w absolutnie każdym doszukiwała się dobrych cech i pozytywnych motywacji. Nigdy nie pozwalała sobie na ujawnienie swoich frustracji. I zapomniała nauczyć innego postępowania swoje córki. Moja Siostra chyba radzi sobie z tym lepiej, ale ona jest normalną, twardo stąpającą po ziemi kobietą. Ja mam tendencję do tego, że nauczona przez Mamusię, tłamsze w sobie złe emocje i spycham je gdzieś na dno, aż w końcu nie ma tam już miejsca i wybucham. Albo żalem do całego świata, albo depresją, albo agresją w dowolnie wybranym kierunku, zaupełnie nieadekwatną do bierzącego wydarzenia.

Chciałabym mieć choć jeden wolny dzień w pracy. Nie mogę już patrzeć na stan zapuszczenia domku. A niestety wracając z pracy nie jestem zdolna do podejmowania jakiegokolwiek działania. Sił i energii mi trzeba! Już, natychmiast!