Czy będzie kiedyś zwyczajnie, czy będzie kiedyś normalnie?

Czasem mam wrażenie, że jestem już w remisji. I im bardziej się tak czuję, tym bardziej zaskakują mnie bujnięcia w którąś ze stron. A nie da się ukryć, że moje długie, wielomiesięczne fazy zmieniły się w krótkie, niepokojące szarpnięcia. Może jednak za mało tego cholernego stabilizatora? Skąd te lęki, zimny pot i skurcz żołądka? Czego tak bardzo się boję? Tego, że dopadnie mnie przeszłość i zniszczy przyszłość, czy tego że zniszczę przyszłość albo przyszłość zniszczy mnie? Dlaczego te wszystkie odczucia są tak strasznie irracjonalne? P. nauczył się już widzieć moje odloty i konsekwentnie zaczyna drążyć co jest grane. Na moje „nic, wszystko w porządku” nie odpuszcza. Zmusza mnie do rycia w emocjach do momentu aż sama zauważę problem i dojdę co sobie wykąbinowałam w tej mojej chorej mózgownicy. Kiedyś odczekiwał do momentu, aż znajdziemy się w domu albo w jakimś ustronnym miejscu, teraz już nie. Jeśli dopada mnie to w sklepie to zaczyna już wtedy. I to chyba działa. Choć w pierwszym momencie mam ochotę wrzasnąć, żeby mi dał spokój, że nic się nie dzieje. Ale potem zaczynam drążyć sama swoje myśli, pomalutku uczę się je artykułować. A wtedy mój Mąż spokojnie podaje mi na tacy logiczne wyjście z sytuacji. Tak cudownie proste 😉 A potem dodaje: „Zapisz to sobie w pamięci długoterminowej”. I staram się zapisywać.

Tak się składa, że jednak częściej mnie buja w górę. Wynika z tego, że mam typowy chad I.

Coraz częściej jest tak, że ze względu na regularne spłaty rat kredytu i kart, dzwonią do mnie z banków proponując a to powiększenie limitów, a to nową kartę. Zaczynam popadać w panikę widząc swoje reakcje. Czy jestem w manii i dlatego tak mnie rajcuje możliwość posiadania nowych możliwości finansowych i niekontrolowanego ich wydawania? Czy możliwość posiadania nowych środków finansowych wywołuje u mnie manię? Póki co się trzymam. Wspierana przez Męża, którego nie omieszkałam poinformować o tym co czuję. Zapewnia mi on kontrolę nade mną i pilnuje kart. Dwie o największym oprocentowaniu już zlikwidowałam i teraz tylko spłacam zadłużenie. Ale jeszcze trochę mi zostało. Bardzo cenię sobie rówież wsparcie naszego forum. Są tam ludzie, którzy znają takie jazdy z autopsji i potrafią mną potrząsnąc w razie potrzeby. Dziwne bo niektórzy stali mi się bliscy jak najlepsi przyjaciele. Są też tacy, których staram się rozumieć ale są mi równie dalecy psychicznie jak ufolutki. Wierzę jednak, że w razie kryzysów oni mi powiedzą, że czas odwiedzić świrologa;)

Cały weekend spędziliśmy na łonie natury. Pielenie, przekopywanie, sadzenie. Było fantastycznie! Zmęczyłam się fizycznie (bolą mnie ramiona 😉 ), nie odbierałam telefonów, nie włączałam kompa. W wolnych chwilach leżałam na trawie i wystawiałam ciało do słońca (co pewnie wywołałoby jęk mojego onkologa, gdyby tylko wiedział co robię), czytałam i popijałam zimne piwo do dań z grilla. Wypróbowaliśmy danie rodem z „Rodizzio”, czyli ananasa z grilla. Był doskonały 🙂 I tak niestety minęły dwa cudowne, ciepłe dni a dziś znowu siedzę w robocie. Na dokładkę musiałam z samego rana wykonać nielubianą czynność: dokonać przelwów na te wszystkie cholerne długi. Ale co tam, jednak mi ulżyło.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Czy będzie kiedyś zwyczajnie, czy będzie kiedyś normalnie?”

  1. poetkam Says:

    długiii…Skąd ja to znam….Brrr.
    Fajnie, że masz oparcie w mężu, że potrafi doskonale wczuć się w Twoje emocje i na ewentualne jazdy zareagować szybko i konsekwentnie.
    Pozdrowienia, 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: