Emocje

Czy ten mój pobabrany mózg nie może działać normalnie? Wczorajsza dzika radość, podniecenie około godziny 18 zmieniło się w panikę ciągnącą w czarną dziurę. Twierdziłam, że radosne emocje są super i nie mają nic wspólnego z manią. A tu nagle upadek w stylu dwubiegunowym: mania-depresja 😦 O co qwa chodzi? Uważam, że moja radość była całkiem uzasadniona i wypływająca z realnych podstaw, więc dlaczego mój mózg tak nie uważa? Na grzyba zafundował mi jazdę w dół? Mąż patrzył na mnie jak na wariata (poniekąd słusznie). Bo zamiast prezentować postawę radosną i sympatyczną, ja zrobiłam się ponura i zamknięta w sobie. A co wywołało takie głupie zmiany? To, że ja wymyśliłam sobie sobotę przeznaczoną na sprzątanie, prasowanie, pakowanie, a on powiedział, że podjedziemy do Ursusa. A najgorsze, że ma rację. Wyjeżdżamy na tydzień: trzeba zrobić zakupy dla nas i dla teściowej na tydzień (że nie wspomnę o wyposażeniu Młodego na tydzień nieobecności kochanych rodziców), trzeba skosić trawę, dokończyć szlifowanie i malowanie stołu (bo inaczej do naszego powrotu zgnije ze szczętem). A potem wrócić do domu i spokojnie dokończyć prasowanie i zrobić sprzątanie. A pakowanie? Od zawsze zajmuje mi góra godzinę. W takiej sytuacji najtrudniej mi się zdobyć na słowne wyrażenie miotających mną emocji. Ale P., dla własnego zdrowia psychicznego też, wymusza bezwzględnie na mnie rozmowę. I to mnie wczoraj wieczorem sprowadziło na ziemię. Gdy wreszcie wyartykułowałam te bzdury miotające się w mojej biednej głowie i wysłuchałam jego racjonalnych argumentów, okazało się, że nie ma żadnych podstaw do strachu i złości. I, cholera, poczułam że normalna rozmowa ma w moim przypadku znaczenie terapeutyczne. POMOGŁO! Fakt, trochę to potrwało. No ale przecież nic nie przychodzi łatwo. Co ciekawe moja „radosność” w dniu dzisiejszym ma zupełnie inny wymiar. Te same emocje, które pojawiły się wczoraj w jakimś absurdalnym nasileniu, dziś są na bardzo wysokim poziomie, ale jakoś inaczej. Czyżby jednak to co czułam wczoraj było iracjonalną i hipomaniakalną radością? Taką w pewnym stopniu nieprawdziwą, wywołaną nadmiarem wyładowań elektrycznych w zwojach mózgowych? Ech… czyli wbrew moim poglądom ta moja stabilizacja nie jest taka okrzepła jakbym chciała 😦

No coż, trudno mi się zdobyć na akceptację swoich zachowań. Zwłaszcza kiedy we względnej normalizacji uczuć mogę już na siebie spojrzeć z boku, w miarę obiektywnie. Widzę wtedy irracjonalność swoich emocji, ich dziwne natężenie. Może powinnam jednak brać więcej stabilizatora? Ok, pomyślę o tym po urlopie. Bo mimo, że nie podobało mi się moje wczorajsze „ja” nie mogę pojechać na wymarzony urlop totalnie spacyfikowana i zamulona. Prawda? 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: