popieprzyło mi się w głowie…

Jestem w depresji… znowu. Na dodatek galopującej. Czy to odejście od antydepresanta, czy też wizja całkiem realnego odejścia Męża? Co jest bardziej winne? Co ma większy wpływ? A może jak zwykle nic, może to tylko wariacja mózgu na temat dołowania nosiciela? Jak długo jeszcze wytrzyma? Czasem naprawdę postrzegam swój mózg jako pasożyta a siebie jako jego nosiciela. Ale przecież żaden rozsądny pasożyt nie zabija żywiciela. A mój zachowuje się czasem tak jakby miał mnie dość i szukał możliwości przeniesienia się na nowego karmiciela. Faktycznie czwartk wieczór był dniem bardzo poważnej rozmowy z P., ale ja nie zareagowałam jak normalny człowiek. Nie potrafiłam mówić racjonalnych argumentów. Jedyna co mogłam, to wpaść w bezdenną dziurę. Panika, strach, potoki łez. Zero racjonalności i normalności. Szczytowe stadium paranoii. Miałam nadzieję, że jednak następnego dnia to minie, że wróci (wywołane przez stabilizatory) poczucie realności. Nic z tego. Neuroprzekaźniki nie odzyskały prawidłowego kierunku ani normalnej siły działania. Postanowiły, że najfajniej będzie jak sobie pofolgują pedałując w dół. W pracy szef od razu zauważył, że coś jest nie tak. Wyłączył mnie z podstawowego nurtu spraw. Mogłam dzięki temu trwać w kąciku i pozwolić sobie na brak jakiejkolwiek racjonalności.

Ale wystarczyło wrócić do domu i usłyszeć takie zwyczajne pytanie P. co czujesz, jak ci pomóc, co mam zrobić. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu miałam poczucie, że mnie nie atakuje, że naprawę chce zrozumieć co się dzieje. A ja? Dukałam jakieś banały bez ładu i składu. Czułam jak ten cholerny pasożyt robi ze mnie roztrzęsioną galaretę. Jak śmiejąc sięw mojej głowie wypomina mi wszystkie grzechy przeszłości. Jak cholernie łatwo przychodzi mu zdeptanie mnie i wykazanie, że moja egzystencja nie ma żadnego uzasadnienia. Gdzieś w głębi słyszałam głos, który podpowiadał jak łatwo i przyjemnie powinnam skończyć ze swoim żałosnym pobytem na świecie. Potem poszliśmy do przyjaciół. Rozmawiałam, nawet się śmiałam, ale czułam się jak zawieszona między tą chwilą a moim ja. Jakby poszedł tam  tylko jakiś mój fragment, a reszta została w domu opłakiwać swoją żałosną egzystencję. To nie jest tak, że przemawia przeze mnie mój egoizm i nadmierne poczucie wartości. Bo te akurat w tym momencie mam na poziomie -10, ale nie potrafię się oderwać od bólu i strachu, nie potrafię wyjść poza ten zaklęty krąg. Najchętniej zakopałabym się gdzieś głęboko, żeby nie ranić innych swoim stanem. A jeszcze dziś musiałam pojechać do Rodziców. Czyli znowu ubierać maskę normalności i dobrego samopoczucia. Dlaczego? Bo Tatę do cna by zdołował mój nastrój, a Mama by jęczała co mi jest 😦 A ja nie mogę im powiedzieć. Są już w takim wieku i tyle mają swoich dolegliwości z którymi muszą sobie radzić, że nie mam prawa im jeszcze dokładać swoich. Zwłaszcza, że Tata od jakiegoś czasu boryka się ze swoimi nawracającymi depresjami. I nawet już nie wchodzi w hipo, czasem po prostu czuje się w miarę dobrze psychicznie. Zrozumiałe jest więc, że muszę być przy nich radosną córeczką. A teraz będąc sama w domu staram się tym pisaniem rozładować swoje napięcie, spojrzeć na siebie z boku czytając to co napisałam.

A jeszcze robię sobie wyrzuty, bo w piątek będąc w najgłębszym dole napisałam sms-a do osoby do której nie powinnam pisać będąc w takim stanie. Nie mam prawa wciągać tej osoby w swoje problemy i bolączki. Teraz pewnie będzie kolejną osobą stwierdzającą, że nie ma obowiązku kolegowania się z wariatką. I będę tego żałować, już to wiem. Ale cóż to tylko dodatkowa pożywka dla tej cholery co rządzi sobie niepodzielnie w mojej głowie. A tak bardzo liczyłam na stabilizatory. Może wszystko się zmieni gdy lamo dojdzie do dawki terapeutycznej. Oby! Bo coraz mnie opcji mi pozostaje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: