jam jest wariat…

Zaczyna mi się podobać to słowo: wariat. Jakoś nie mogę w nim znaleźć pejoratywnego wydźwięku. Kiedyś słyszałam, że mam wariackie pomysły, że czasem ostro wariuję. Także przywykłam do tego określenia. Wolę je zdecydowanie od chorej psychicznie. Po pierwsze bo jest krótsze, a po drugie bardziej dosadne. Oddaje w pełni, że to co się dzieje w mojej głowie normalne nie jest, a właśnie wariackie. Choć zdecydowanie wolę jak ja używam tego słowa, albo osoby, które są mi bliskie. Jakoś usłyszane od kogoś obcego chyba by przestało mi się podobać.

Ciągle mam dylemat komu mówić o chorobie a komu nie. Rodzicom (a zwłaszcza Tacie) nie chcę mówić. Bo po pierwsze boję się, że będzie to dla nich zbyt bolesne ze względu na wiek i własne dolegliwości. Po drugie, dlatego że Tata mógłby się zacząć obwiniać, bo ewidentnie charakter mamy dokładnie taki sam i jego życie bardzo przypomina życie z zaburzeniami afektywnymi. Siostrze powiem jak tylko się spotkamy w spokojnej atmosferze, bo póki co to z tłumem ludzi. Część przyjaciół już wie, inni dowiedzą się pewnie za chwilę. Niektórym, których chciałam sprawdzić (lub się ich pozbyć z mojej orbity) powiedziałam o tym bez cienia delikatności. Znikneli i jest mi z tym bardzo dobrze 🙂

Ale jak postąpić z osobą, która bardzo dobrze mnie znała 20 parę lat temu, która przeszła ze mną okres manii i krótką depresję a potem znowu hipo. Był mi bardzo bliski, ale nie wytrzymał ciągłej zmiany nastroju; on jest szalony ale w granicach normy. Potem znikneliśmy sobie z oczy. Jak wiele osób trafiliśmy na siebie na naszej klasie. Te pare miesięcy spędzonych razem miało dla mnie znaczenie, ale tak jak już gdzieś wcześniej pisałam nie wiem czy to było zakochanie, czy mania. Teraz kiedy gadamy na gg mam wrażenie, że oboje żałujemy, że to się tak skończyło. Choć mam też wrażenie, że upływający czas złagodził w jego wspomnieniach to co przy mnie przerabiał. Chcemy się spotkać. I tu następuje chwila zastanowienia: a może wcale nie chodzi o odczuwaną sympatię, ale chęć udowodnienia sobie, że dobrze zrobił, że odszedł. Chyba w tych kilku zdaniach udało mi się sobie totalnie zaprzeczyć. Ot, urozmaicenie pochodzące z choroby.

Mam też poważne obawy jak naszą chęć spotkanie odbierze P. Wiem, że nie ma do mnie zaufania jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie, czemu znając naszą historię nikt się nie powinien dziwić. Ale tym razem (może dzięki lekom) nie odczuwam czysto fizycznego podniecenia związanego ze spotkaniem z kimś kogo chcę uwieść. Nie jest to maniakalna potrzeba zaciągnięcia kogoś do łóżka. Jest to ochota na spotkanie z kimś, kto był w moim życiu, kto zostawił po sobie ślad wspomnień, o uczuciach którego chcę się przekonać (o tych przeszłych), o intencjach jakie kierowały nim gdy proponował mi spotkanie.

No i teraz pytanie: mówić czy nie? Choć najpierw powinno być: umówić się czy nie? Zastanawiałam się czy nie podesłać mu linka do tego pamiętnika. Ale z drugiej strony powinien się czego najpierw dowiedzieć ode mnie. Jestem w kropce. A jak z umówieniem się? Spotkać się czy nie. Mam ochotę, ale wiem że jeśli mój P. uzna, że to było coś więcej niż zwykłe spotkanie, będzie to prawdopodobnie koniec naszego małżeństwa. I jak mam go przekonać, że nie ma w tym podtekstów seksualnych? A im częściej przebywamy razem, w tych dobrych momentach, to patrzę na niego i czuję, że chyba nie chciałabym zamienić go na kogoś innego. Uwielbiam jego gesty, głos, dotyk… nienawidzę gdy traktuje mnie jak przedmiot…

I tak oto, jam jest wariat…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: