„…”

Czasem zastanawiam się jakie ma znaczenie moja egzystencja. I dla kogo ma to znaczenie, że jestem. Może dla Rodziców, ewentualnie Siostry, dla Syna… ale już poważnie się zastanawiam czy dla Męża. Czasem jest cudownie. Czuję jego zrozumienie i wsparcie, ale czasem czuję, że mnie nienawidzi. Obiektywnie rzecz ujmując ma więcej powodów do nienawiści, niż do miłości. Oczywiście sama do tego doprowadziłam, wspomagana przez chorobę. Wiem jak mu ciężko, sytuacja jest trudna również przez sprawy które nie dotyczą naszych stosunków bezpośrednio. Ale czasem ta nienawiść wylewa się z niego jak żółć, nie do opanowania i nie do powstrzymania. A ja nie ukrywam, że wtedy głupieję. Wpadam w coś na skraju histerii, nie potrafię rozmawiać logicznie. Myśleć logicznie zresztą też. A potem mam doła. Pewnie gdyby nie leki leciałabym już w takim momencie gwałtownie w dół. A tak to tylko przysiadam w kąciku, płaczę, nie mogę spać, jakiś koszmarny ciężar zasiada mi na piersi i dusi, znowu boję się ciemności… pozwalam sobie na totalną rozsypkę i poczucie winy. Bo przecież on ma prawo, to ja jestem zła, to ja wszystko psuję. Nikogo nie obchodzi, że czasem nie panuję nad swoimi emocjami. I to nie na swoje życzenie. Czasem moje życie przybiera kształt, którego wcale nie chcę. Do którego momentu moje postępowanie jest wynikiem choroby, a do którego złego charakteru albo genów po niewłaściwych przodkach a może złego wychowania? Może w ramach procesu leczenia dowiem się tego. Moja lekarka uważą, że na wiele spraw nie miałam wpływu. Zwłaszcza, że się nie leczyłam. W silnej manii nie da się postępować racjonalnie i mądrze. Tłumaczy mi, że proces wybaczenia ze strony Męża był zbyt małą i racjonalną pomocą. I tak naprawdę powinien wtedy umieścić mnie (nawet bez mojej zgody) w szpitalu. Nie rozumiem tego. Ja uważam, że tylko dzięki wsparciu Męża i Rodziców nigdy nie znalazłam się w psychiatryku. I szczerze mówiąc byłam im za to bardzo wdzięczna. Ale może faktycznie powinni byli mnie zamknąć już wiele lat temu, a to co kryje się w mojej przeszłości miałoby zupełnie inny wymiar?

I tym prostym sposobem dochodzimy do oczywistego wniosku o braku aksjomatu konieczności w mojej egzystencji. Jeśli zrobić uczciwy rachunek zysków i strat z mojego istnienia to strat jest zdecydowanie więcej.

Kiedyś podstawą mojej choroby była przewaga manii nad depresjami. Niosło to za sobą swoistą niewrażliwość na innych, bo co oni wiedzą. Gdy wpadałam w depresję dominowało we mnie poczucie winy, przytłaczające i niszczące… aż do następnej manii. Teraz na lekach czuję się w miarę wyrównana, ale mam problem z racjonalnym podejściem do moich wyczynów. Poczynając od czasów liceum aż do dnia dzisiejszego. Jak to wszystko poukładać i wybaczyć sobie, a nie czekać tylko na wybaczenie innych. Stałam się uzależniona od opinii innych ludzi na mój temat. A mam poczucie, że większość z nich jest niepochlebnych.

W pracy kieruję zespołem ludzi (fakt niewielkim) i podlegam bezpośrednio głównemu szefowi. Często czuję na plecach krytyczny wzrok, szepty na mój temat. I co z tego, że wiem, że to moja imaginacja, że nic takiego się nie dzieje. DUPA! I tak to przekonanie tkwi mi w mózgu jak cierń. Nie potrafię się wyzwolić ze swojej opini na swój własny temat. A jest ona zła, albo jeszcze gorsza. Zmienia się tylko gdy wchodzę w lekką hipo, ale to jakoś nie chce być zbyt częste. I co z tego, że jestem postrzegana jako osoba sprawna, kreatywna i komunikatywna, kiedy ja wiem, że to tylko gra, jedna z masek, którą muszę zakładać by jakoś funkcjonować? Tak samo jest z moją tuszą. Byłam zawsze bardzo szczupła (w okresie liceum, kiedy jeszcze nikt nie wiedział co to anoreksja, ważyłam 48 kg przy wzroście 170 cm), po 38 roku życia lekko przytyłam. Teraz na lekach wzrósł mi niepokojąco apetyt, ważę się regularnie i wiem że przybyło mi 1,5 kg. Wpadam w panikę, niezaleznie od tego, że wszyscy mnie z tego powodu wyśmiewają. Tak sobie myślę, że robią to tylko dlatego, że są dobrze wychowani.

Spróbuję się skupić na pracy i nie myśleć o głupotach. Bo przy smutkach, które dziś za mną chodzą, tak chyba będzie lepiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: