Poniedziałkowe dywagacje

Ciężka noc, brak snu. Przewalanie się z boku na bok, w końcu decyzja o wstaniu. Lampka czerwonego wina na sen, książka (ale nic z niej nie rozumiałam, więć odłożyłam), telewizja. Pozapalane światła, bo w cieniu, tuż za kręgiem światła, czaił się strach. Narzuciłam sobie pozytywne myślenie. O kupieniu mojego wymarzonego psa, o wyjeździe do ciepłych krajów, pławiłam się w dobrych chwilach. Ok. 3 nad ranem poczułam nadchodzący sen. O 6 zadzwonił budzik. Ratuje mnie dziś chyba 5 dni odsypiania. Ciekawe co mi dziś zafunduje praca.

Wybrnełam z papierów, które mnie zastały po 3 dniowej nieobecności. No to praca mnie nakręciła jak korbka. Dobrze, że to akurat dzień, kiedy się dużo dzieje. Nie ma czasu na myślenie, zastanawianie się. Odpuściły smutki, pojawiła się adrenalina i konstruktywne myślenie. Gdzieś tam w moim mózgu jest obszar odpowiedzialny tylko za pracę i jak się włączy to jakoś mi się udaje udawać osobę inteligentną i twórczą. Szkoda, że nie wiem tak naprawdę, gdzie jest przycisk uruchamiający ten obszar. I dlatego każdy dzień jest loterią: włączy się czy nie włączy. Kiedy czuję, że żadnego przebłysku nie będzie staram się unikać działań wymagających szybkich decyzji i perspektywicznego myślenia. Nie zawsze jest to możliwe, parę razy udało mi się coś spieprzyć tylko dlatego, że nie byłam w stanie myśleć ani logicznie, ani nawet nielogicznie. Dziś na szczęście jakoś leci. A na dokładkę otrzymałam trochę komplementów od dobrego znajomego, wczorajsza kłótnia została potraktowana jakby jej wcale nie było… czyli może nie będzie tak źle.

Jeszcze 50 min. w pracy. Co będzie w domu nie wiem. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

Reklamy

Komentarze 2 to “Poniedziałkowe dywagacje”

  1. ka_an Says:

    Od kilku dni czytam Twój blog. Czytając o Tobie to tak jakbym czytała o sobie. Szczególnie to co dzisiaj napisałaś o strachu przed ciemnością, o pracy i złym myśleniu o sobie. Dobrze wiem jak trudno zmienić taki stan rzeczy. Ja jestem na samym początku drogi i jest mi bardzo ciężko. Boję się lekarzy, leczenia i leków. Dlatego cieszę się, ze istnieją takie osoby jak TY, które dzielą się tak szczodrze swoimi myślami. Dziękuję 🙂

  2. matrioszka Says:

    Ja swoją drogę leczenia też zaczełam niedawno. Trafiłam do cudownej lekarki i mimo wielu obaw staram się jej ufać. Leki pomagają, naprawdę.
    Cieszę się, że moje „wypociny” Pomagają Ci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: