Coś nowego, coś starego

Jeśli chodzi o coś starego to naszły mnie wspomnienia (pewnie przez tę pogodę) jednej z pierwszych wypraw na Kretę. Pojechałam tylko z Synem, wyjazd został wymyślony 2 dni wcześniej. Miałam mocno zaprzyjaźnione biuro (niestety zbankrutowało), zadzwonili, że mają 2 miejsca w samolocie, ale dopiero na miejscu okaże się gdzie będziemy mieszkać. Zupełnie nam to nie przeszkadzało. Byle się dostać na ukochaną Kretę. Do tej pory zawsze byłam we wschodniej części, to był pierwszy wypad na zachód. Zamieszkaliśmy w miejscowości Kato Stalos. W zasadzie od samej Hanii aż do Kisamoss ciągną się z małymi przerwami takie miasteczka. Nasz apartamentowiec stał trochę dalej od ulicy (i plaży), ale dzięki temu było tam w miarę cicho. Co rano wyprawiałam się po świeże bułki, pokonując z narażeniem życia starą drogę wschód-zachód:) Siedziałam na balkonie, czytałam książkę i zjadałam pierwsze śniadanie: jogurt z miodem i orzechami. Młody spał. Po jego śniadaniu ruszaliśmy na plażę, potem giros w drodze do domu. Wieczorem wyprawa do cudownej, magicznej Hanii. Port, latarnia morska, uliczki gdzie nie zapuszczają się turyści. Co jakiś czas robiliśmy wyprawę całodniową korzystając z usług KTEL (taki ich PKS). Pojechaliśmy na południe (Paleochora), zachód (Rethimnon), północ (Stavros) do małych miejscowości w górach. Oswoiliśmy restaurację (a raczej właścicieli), którzy załatwili nam 5 kg greckiego jogurtu przemycanego przez nas do Warszawy dla P.

Dlaczego właśnie ten wyjazd? Sama nie wiem. Może ze względu na spontaniczność, luz… i delikatną hipo która mi towarzyszyła? Ten wyjazd dostarczył mi chyba najwięcej frajdy. Wtedy doszłam do wniosku, że ta wyspa, jej klimat, ludzie powodują, że wchodzę w hipomanię, ale nie frunę wyżej. Tam stabilizuję się na wysokim poziomie, ale zdrowym… brak lęków, urojeń, trzęsiawki i galopujących myśli. I potem, wielokrotnie utwierdziłam się w tym przekonaniu. Dlatego mam nadzieję, że kiedyś przeniosę się na tę wyspę i ona zapewni mi równowagę, tak jak robiła to wielokrotnie:) Nie wiem, czy ludzie tam chorują na bipolar, pewnie tak a może nie?

A jeśli chodzi o nowe, to zafascynowała mnie możliwość niedrogiej podróży na Wyspy Zielonego Przylądka. I tak mi dziś ta podróż w duszy gra 🙂 Jak mam chwilę to oglądam hotele, plaże. Czytam wspomnienia tych co byli. Kto wie, może zagra tak, że uciekniemy z tego ponurego kraju choć na 10 dni?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: