Nowy tydzień, nowy dzień…

Czy CHAD to choroba, czy tylko wredny charakter? Coś co uniemożliwia normalne funkcjonowanie jest choroba. Ma fizjologiczne podstawy, nie jest chorobą duszy, ale chorobą ciała przenoszoną na duszę. Coś co więzi nas w stanach pomiędzy panicznym lękiem  w najciemniejszej otchłani do radosnej, bezkrytycznej wszechmocy, gdy fruwamy na najwyższych poziomach. Jeśli leki pomagają w miarę normalnie funkcjonować, dając poczucie względnej równowagi – to jest to choroba, którą można leczyć. Jeśli się spacyfikuje źle funkcjonujące neuroprzekaźniki w mózgu to okazuje się, że możemy jakoś tak równiej żyć 🙂

Do tej wypowiedzi zainspirował mnie wątek na forum oraz rozmowa, z której wynikało, że jeśli ma się mocny punkt oparcia i opracowaną metodę to można się uniezależnić od leków. Mimo że bardzo szanuję opinie tej osoby i uważam ją za kogoś niebywale inteligentnego to z tą oceną nie mogę się zgodzić. Zwłaszcza, że mechanizmy obronne to ja akurat miałam dopracowane do perfekcji (co wzbudziło nawet coś na kształt szacunku mojej lekarki). Euforia i chandra to jednak coś zupełnie innego niż depresja i mania. Nie da się wtedy za pomocą słów: „nie chcę tego czuć” wyjść na powierzchnię. W większości przypadków CHAD-owcy szukają pomocy w głębokiej depresji, tuż przed próbą samobójczą albo w jej wyniku trafiając na oddział. Ja trafiłam do lekarza w manii: rozgadana, rozdygotana, nie mogąc usiedzieć na miejscu z początkami urojeń. Depakina mnie spacyfikowała. Czyli to chyba nie był zły charakter 😉

Przez długi czas nie czułam się chora, ot taka artystyczna dusza… ale teraz zaczynam akceptować sytuację. Zaczynam rozumieć, że bez leków moje funkcjonowanie będzie ciągle opierać się na zasadzie jazdy bez trzymanki. A ja nie chcę. Może jestem mniej artystyczna, może bardziej nudna ale w remisji. Mogę jasno myśleć, mogę nawet pomału likwidować swoje długi.

Dzień jest pochmurny a ja czuję się zadowolona z życia, z jego małych nagród: że śmieliśmy się z P. z rana, że ciężko było nam się rozstać, że nie zmarzłam, że od szefa dostałam butelkę Baileys’a.

I jeśli ten spokój ma wynikać z dobrze dopasowanych leków niech wynika, ja się na to zgadzam 🙂

Reklamy

Komentarze 2 to “Nowy tydzień, nowy dzień…”

  1. maciusiko Says:

    Zgadzam sie z Toba.Nic nie da najmocniejsze oparcie etc.,jesli neuroprzekazniki wariuja…

    Zycze wylacznie wyposrodkowanego nastroju!

    Pozdrawiam!

  2. matrioszka Says:

    Właśnie tak myślę:) ani oparcie, ani najbardziej pozytywne myślenie.
    Za życzenia dziękuję. „Z ust Twoich do uszu Boga”:)
    Pozdrawiam:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: