Dalej do przodu :)

Kolejny dzień. Przebudzenie już było trudniejsze. Jestem porannym śpiochem, nic na to nie poradzę. Raczej nie jest to już wpływ leków, bo wieczorem czuję się w porządku, nie przysypiam… choć mam problem z zabraniem się np. do pozmywania po obiedzie. Ale to chyba raczej wrodzone lenistwo 🙂 Jak zaczynałam brać Depakinę to o 19 byłam już zupełnie nieprzytomna, rano ledwo wstawałam a cały dzień cierpiałam z powodu senności i totalnego braku koncentracji. A teraz jest prawie normalnie i raczej po słonecznej stronie góry. Jednak decyzją mojej Pani doktorki mam zmniejszać dawkę Depakiny. Najpierw na 1100 a potem na 1000. Stwierdziła, że organizm bardzo dobrze zareagował, poziom kwasu walproinowego w górnej strefie normy i można sobie pozwolić na ustawienie niższej dawki terapeutycznej. Osobiście trochę się obawiam. Czego? Jazdy w górę. Antydepresant + zmniejszona dawka stabilizatora… hmmm… Mam jednak nadzieję, że nic się nie stanie. No bo co jeśli będę musiała odstawić Cital i zwinduję do dołu? A może bym tak przestała kombinować i z pełnym zaufaniem podeszła do opinii profesjonalisty 😉 Będę się starała uważać na pierwsze objawy manii (słowotok, gonitwa pomysłów) i zawsze mogę podnieść dawkę Depakiny. Albo nawet lepiej zadzwonić do lekarza 🙂

Czasem zastanawiam się dlaczego tak często mam w depresji wrażenie, że ludzie źle o mnie mówią, że się ze mnie śmieją. Wydaje mi się, że wychwytuję ich spojrzenia: wrogie i drwiące. Doktorka powiedziała, że nie jest to objaw schizoafektywny, tylko w ostrych stanach afektywnych tak bywa. Rekompensuje to uczucie wszechmocy i wszechwładzy w manii. Wtedy mogą sobie gadać co chcą.

Zdarza mi się wyczuwać wokół siebie jakąś obecność. Cienie zauważane kątem oka, błyski światła poruszone ruchem. Ciemność napawa mnie niepokojem, zwłaszcza samotność w ciemności. W okresie depresji te złudzenia doprowadzają mnie na skraj paniki, przy pełnej świadomości nierealności tych odczuć. Ale generalnie są zawsze, niezależnie od fazy choroby.

Dziś obiadowo będę dziękować za producentów robiących dania jak domowe. Mam taki zaprzyjaźniony sklepik, w którym zamówiłam dziś naleśniki z serem. Da mi to święty spokój od gotowania. Generalnie uważam, że po to jest podział na zawody by można było nie pichcić w domu tylko śmigać do restauracji. Fakt, niektórzy są tacy zdolni, że potrafią coś przygotować prawie jak w restauracji 🙂 Mam znajomą, która mawia: „Pyszne ciasto, prawie jak kupne”. I ja uważam podobnie.

Wieczorem wpadniemy na chwilę do Teściowej na imieniny. Dobrze, że dziś po pracy to przynajmniej na krótko 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: