Trzymajcie mnie, bo lecę…

Wczoraj wydawało mi się, że wychodzę na prostą. Nawet zamarzyła mi się lekka górka. A dziś? Wystarczy jedno słowo, bym zaczęła jechać po równi pochyłej. Znowu poczucie winy i strach, co ja narobiłam. A najgorsze, że chciałam dobrze („dobrymi chęciami…”), propozycja wydawała mi się odpowiednia i na miejscu. Co się okazało? Że narzucam swoją wolę. Gdybym była w manii, to mogłabym się z tym zgodzić. Bo moja wola byłaby jedyną słuszną. Ale teraz? Wyjście z tą propozycją było dla mnie wystarczająco trudne, biorąc pod uwagę konsekwencje właśnie dla mnie (gotowanie, sprzątanie), a okazało się… szkoda gadać. Chcę się schować, ukryć, zapomnieć:( Oby do jutra, bo już wiem, że mimo złudzenia poprawy tak naprawdę to gibię się na krawędzi i byle zdarzenie spycha mnie na dół. Potrzebuję wsparcia.

Mam wrażenie, że Depakina zamyka pewne obszary w mózgu. Redukuje odczuwanie, dzięki czemu łatwiej jest wyrównać nastrój w okolicy punktu zero. Ale wystarczą jakieś dodatkowe emocje (bez znaczenia negatywne czy pozytywne) i zanika zbawienne działanie leku a pojawia się w pełnej krasie psychika afektywna. Łatwiej wysuwją się na plan pierwszy i lęki i euforia. I znowu zaczyna dominować to zmienione postrzeganie świata, świata z nadmiarem bólu, ale i z ponadprzeciętną ilością kolorów. Podobno dlatego jesteśmy bardziej twórczy od innych, tak wielu znanych było dwubiegunowych. Tylko ten nadmiar wrażliwości niestety czasem straszliwie boli.

Chciałabym umieć malować. Przenieść na płótno te barwy, miraże, dziwne obrazy ukazujące się pod powiekami w manii. I te mroczne, przerażające sceny, które gnębią w okresie depresji. Albo umieć robić zdjęcia, które oddają w pełni i piękno i brzydotę świata. A tymczasem nie potrafię nic. Mam wrażenie, że nic po sobie nie zostawię, że moje istnienie jest całkowicie nieistotne a potrzebne tylko w celu wypełnienia luki demograficznej. Nie wniosłam nic od siebie a kilka osób wycierpiało sporo przeze mnie… więc po co? Nie wierzę w Boga, niebo ani piekło. Nie pociesza mnie wizja raju, nie przeraża wizja piekła. Jeśli nadal chcę trwać to dla siebie i tych kilku osób które jeszcze we mnie wierzą. A może jednak moja osoba obarczona chorobą psychiczną ma do zrealizowania jakiś niepoznany jeszcze cel. Może w przypływie natchnienia stworzę jeszcze coś istotnego?

Znowu robi się ciemno, koniec kolejnego dnia. Jutro złapię Świrologa i kajając się poproszę jednak o receptę. A mogłam już od tygodnia wspomagać się antydepresantem. Taka, cholera, dzielna chciałam być:( no to mam za swoje. Potem jeszcze jakieś 2 tygodnie żeby zadziałało… dam radę, co mam innego do roboty?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: